Archiwum dla 'Poza bandą'Kategoria

Mężczyzna jako element niesparowany – “Szablonowcy”.

sobota, 27. czerwiec 2009.

Poniższy eksperyment miał na celu obiektywne zbadanie zróżnicowanej substancji stanowiącej 50% ogólnodostępnego materiału danego gatunku.

Pożądanym wynikiem badań było stworzenie bazy informacji komparatywnych, mających na celu ustalenie pozycji podmiotu w układzie zróżnicowanych elementów go otaczających.

Eksperyment przeprowadzono na czterech platformach elektronicznych – dwóch umiejscowionych w kraju, dwóch zagranicznych [w tym jednej dla tzw.  mniejszości elementarnej naszej grupy reprezentatywnej].

Substancja aktywna – wysoce atrakcyjna blondynka [patrz - Aneks nr 1].

Ilość prób wywołania reakcji zaistniałych samoistnie – 200-300 dobę/7 dni.

Ilość prób zainicjowanych świadomie – 0 dobę/7 dni.

Okres eksperymentalny – 14-20 czerwca 2009.

Poniżej przedstawione są wybrane i ściśle reprezentatywne wyniki podzielone na kilka grup typologicznych [w zależności od wykazywanych właściwości pierwiastka reaktywnego]. Czytaj resztę wpisu »

Niegrzeczne dziewczynki idą do…

wtorek, 24. luty 2009.

Z cyklu “Życie na Wyspach”, przedstawiam odcinek pod tytułem: “Beatka”.

Fetyszyści tatuaży i piercingów.

Beata, polska studentka, która do Dublina przyjechała jako au-pairka, ma na swym brzuchu wytatuowanego wielkiego czarnego penisa, nad którym widnieje napis: “Black cock – my hard rock!”. Z czarnoskórymi Beatka ma dobre stosunki, od kiedy dwa lata temu na wakacje pojechała na Kubę.

Beata mieszka z Benem i Eddiem w apartamentowcu na Clondalikin.

– Mam też  język przebity piercingiem – opowiada dziewczyna. – Ten drobny gadżet bardzo stymuluje członka podczas miłości francuskiej.

Beatka ma swój styl, to trzeba jej przyznać.

;]

Śnieg paraliżuje wyspy! ;]

wtorek, 3. luty 2009.

Codziennie docierają do nas nowe doniesienia z Wysp Brytyjskich – opady śniegu paraliżują tamtejsze społeczności, gospodarki upadają, lotniska zamarzają, straty możemy liczyć w miliardach funtów!

Jak podchodzą do tego kataklizmu sąsiedzi Brytyjczyków, Irlandczycy?

dit-snieg01_resizedit-snieg02_resizedit-snieg03_resizedit-snieg04_resizedit-snieg05_resizedit-snieg06_resizedit-snieg07_resize

W Irlandii były to pierwsze od 16. lat opady śniegu. Jak widać, cenna wiedza biologiczno-przyrodniczo-artystyczna jest w tej kulturze przekazywana z ojca na syna genetycznie.

Zdjęcia prezentują dziedziniec renomowanego Dublin Institute of Technology przy Aungier St.

You can dance

wtorek, 27. maj 2008.

Oryginalny występ amatorski dwóch tancerzy pasjonatów. Ze względu na niekonwencjonalne metody indukowania tanecznej koncentracji, układ nie został dopuszczony do programu.

Choreografia tańca współczesnego ułożona do piosenki Umbrella amerykańskiej wokalistki pop Rihanny.

Proszę zwrócić uwagę na niekonwencjonalne rozwiązania taneczne, idealne synchronizacje, pełną współpracę duetu i poświęcenie dla sztuki. Technicznie płynność ruchu na poziomie światowym, dramatyczne wręcz emocje przekazywane przez wykonawców osaczają widza – proszę zwrócić uwagę na układ z 1:14 i 2:12, kiedy to jeden z wykonawców dokonuje rytmicznej interpretacji muzyki.

TVN po raz kolejny rozminął się z rozrywkowym powołaniem, zamykając drogę do kariery prawdziwym talentom. Niestety, ani nazwiska wykonawców, ani nazwisko choreografa nie są znane.

Dwucentymetrowa duma

wtorek, 29. kwiecień 2008.

Nadszedł dzień doczesnej chwały. Stałem się mężczyzną. Prawdziwym. Dojrzałość znalazła swoje biologiczne potwierdzenie. 24-lata czekałem na próżno, straciłem wiarę, tworzyłem teorie o kolejnych progresach ewolucyjnych ludzkiej rasy, ale przedwcześnie… W końcu stało się.

Niespodziewanie. Przed łazienkowym lustrem. W trakcie golenia…

Pojawił się ON.

Na początku nie wierzyłem, dotykałem palcem, jak biblijny Tomasz. Ale on wciąż tam był. To nie był poranny majak. To nie były resztki snu o [potędze przeniesione na rzeczywistość doczesną. To nie były pozostałości biologicznej aktywności mojej głowy. To było cielesne uosobienie prawdy.

Mój pierwszy włos na klacie.

...

[Miejsce na chwilę zadumy i uczczenie tej chwili - zachowajcie powagę proszę]

Całe życie przygotowywałem się do roli bezwłosego produktu ewolucyjnego. Myślałem, że to kolejny stopień – forma reakcji organizmu na pola elektromagnetyczne dominujące w miejskiej przestrzeni… Myliłem się.

Całe życie bez pojedynczego włosa na moim pięknym, umięśnionym, tętniącym życiem torsie. Żadnego na wyrzeźbionych przez sam geniusz natury atlasowych plecach.

A wszystko to uległo zmianie, z prędkością przeradzania się letniej burzy w słoneczny ciepły dzień.

Pokątnie zazdrościłem portowym marynarzom ich powodzenia u kobiet. Wiedziałem, czemu je zawdzięczają, nie byłem w końcu ślepy. Marynarze mają tylko dwie cechy wspólne – dziewczyna w każdym porcie jest jedną z nich. Drugą z pewnością wydedukujecie sami.

Zazdrościłem dyskotekowym latynosom w siateczkowych koszulkach, pod którymi krył się moherowy gąszcz. Zazdrościłem i przyglądałem się ze zdumieniem big-brotherowym samcom golącym swoje zniewieściałe torsy. Zazdrościłem Janosikowi, zazdrością halnego barana, który marzył zimą o futrze tak gęstym jak te, które porastało naszego dzielnego zbója. Zazdrościłem…

Już więcej nie muszę. Dołączyłem do klubu, a moją przepustką jest piękne, czarne, lśniące stworzenie, które wykiełkowało ze mnie, jak wiosenny przebiśnieg z Matki Ziemi.

Ale tak jak przebiśnieg, muszę otoczyć go opieką i ochroną. Nieświadom zagrożeń czających się z każdego zakamarka tego nędznego świata dopuściłem dzisiaj do sytuacji, do jakiej nie dopuściłby żaden poważny ojciec. Do sytuacji zagrożenia swojego dziecięcia.

Zostałem napadnięty.

ON został napadnięty.

Ale przetrwał, dzięki mądrości i szybkości reakcji swojego stwórcy.

Popełniłem błąd, który mógł kosztować mnie życie mojego pierworodnego. Zaufałem kobiecie…

Ufny w empatyczne skłonności jednej z bliskich mi niewiast, wyruszyłem w drogę do uświadomienia świata o moim szczęściu. I wtedy dokonano zamachu. Niewiasta targnęła się na życie mojego keratynowego przyjaciela. Próbowała wykorzenić jego istnienie za pomocą swoich zwinnych palców.

Ale moje nogi okazały się zwinniejsze, a refleks żywszy. Ocaliłem go.

Co spowodowało zamach…?

Zazdrość? Nienawiść? Fakt wymuszonego obudzenia by zademonstrować swoje poranne odkrycie?

Niezbadane są wyroki kobiet.

Co było minęło, zostało wybaczone – teraz, kiedy podjąłem się nowej roli w swym życiu, nienawiść musi zejść na boczny tor.

Podziwiajcie. Gratulacje pod postem proszę. Tylko bez żartów.

Moja dwucentymetrowa duma ;]

[Ta pionowa kreska lekko na lewo od strzałki - wytłumaczenie dla upośledzonych wzrokowo]

Spaghetti a’la Frustrazzio

czwartek, 24. kwiecień 2008.

Danie obiadowe.

Czas przygotowania: 20 min.

Składniki – Ilość:

- Makaron do spaghetti – piącha;

- Mięso mielone – kawał;

- Sos do spaghetti – docelowo pół słoika;

- Ketchup – pół szklanki;

- Ser żółty – docelowo starkować mały kopczyk;

- Jaja – 3 sztuki;

- Majonez – ile się da nabrać widelcem ze słoika, ale bez przesady;

- Pieczywo tostowe – 2. kromki;

Sposób przygotowania:

Wyjmujemy mięso mielone, dojrzewające od trzech dni leży w lodówce. Zapowiada się danie gourmet. Na patelnię wrzucamy uprzednio przygotowana porcję. Czekamy aż zacznie skwierczeć. W tym czasie do średniej wielkości garnka wrzucamy makaron [nie wolno łamać!] i zalewamy uprzednio przygotowaną w czajniku wrzącą wodą. Polewajmy tak, aby makaron zmiękł w połowie długości i dał się wepchnąć w całości do garnka. Mięso zaczyna skwierczeć. Ignorujemy i idziemy po sos Bolognese. W drodze po sos przeżywamy cios w serce. Przypominamy sobie, że cały sos został zużyty, podczas gotowania Spaghetti dwa dni wcześniej. Do sklepu oczywiście jechać po głupi sos nie będziemy. Trzeba podjąć męską decyzję. Mamy ketchup – zrobimy z ketchupem rozcieńczonym wodą.

Mięso zaczyna skwierczeć… I śmierdzieć… Trochę jak… zgniłe mięso. To wzmaga naszą czujność. Zdarzało nam się już jeść zgniłe mięso i pamiętamy, że to nie są pogodne wspomnienia. Podejmujemy szybką decyzję o oględzinach denata, którego zamierzamy spożyć. Odór na nie nie pozwala. Zresztą, mięso było już brązowe, kiedy wylądowało na patelni… Do kosza.

Nie ma mięsa, nie ma sosu…

Trzeba wiedzieć, kiedy opuścić pole bitwy, dla dobra wojny. Przepis na spaghetti trzeba zmodyfikować.

Mamy już gotujący się makaron – z tego nie wolno zrezygnować, bo to marnotrawstwo. Mamy również zamrożoną rybę, warzywa, ryż, jajka, pieczywo. Decyzja wydaje się prosta.

Robimy makaron z jajkami i majonezem.

Wrzucamy jajka do gotowania.

Czekamy, aż się ugotują [10 min]. W tym czasie odcedzamy gotowy makaron. Wyjmujemy ze zlewu połowę makaronu i wyrzucamy.

Zaczynamy kosztować makaronu, który nie wypadł do zlewu. Lekko słodkawy. Jak to się będzie komponowało z majonezem i jajkami…?

Ci z was, którzy mieli ostatnio przyjemność wymiotować, domyślają się zapewne, że powyższy miks nie występuje w przyrodzie.

Druga porażka na tej samej wojnie – “Wojnie obiadowej”, zwanej też “24-letnią”.

Zrezygnowani wrzucamy tosty do opiekacza, obieramy jajka, wyskrobujemy trochę majonezu ze słoika i zabieramy się do konsumpcji.

Ostateczne zwycięstwo! ;]

Jestem debilem!

piątek, 11. kwiecień 2008.

Jestem debilem.

Przepraszam i dziękuję za uwagę… ;]

Ciemna droga do zwycięstwa

sobota, 5. kwiecień 2008.

Z mrocznych zakamarków mojego sumienia oraz akt szkoleniowych SB, KGB, CIA, Mossadu, MI5&6.

Jak osiągnąć bezwzględną przewagę nad przeciwnikiem. Zniszczyć go.

Poradnik łączący przyjemne z pożytecznym.

Na każdą okazję.

Efekty gwarantowane…

“Sztuka Wojny wg. Frustrata – wybór niezawodnych sposobów na zwycięstwo”

- autor: Frustrat Srustrat.

1. Zyskaj przewagę fizyczną. Uderzaj mocno. Zadaj ból i okaż gotowość pognębiania tego cierpienia. Rób to raz po raz. Przełam jego opór. Jego cierpienie przynosi twój sukces.

2. Zdobądź przewagę intelektualną. Owiń wroga wokół palca. Niech pragnie cię słuchać. Uknuj intrygę pogrążającą go. Przekonaj go. Niech będzie marionetką w twoich rękach.

3. Zyskaj przewagę materialną. Kup go. Zaklej mu oczy i uszy pieniędzmi. Wepchnij do gardła zrolowane banknoty. Napchaj mu nimi jego dłonie. Przejmij nad nim kontrolę. Albo zniszcz. Poderżnij mu na odległość gardło, a banknoty niech stanowią siłę sprawczą.

4. Zyskaj nad nim przewagę ilościową. Osacz go. Otocz go swoją siłą, ludźmi, wpływami. I zaciskaj więzy…

5. Zyskaj nad nim przewagę informacyjną. Szantażuj go. Miej w ręce atut silniejszy od jego najlepszego atutu przeciwko tobie. Miej go w szachu. I nie bój się wykorzystać tej wiedzy kiedy trzeba, obserwując jego bolesny upadek.

6. Zyskaj nad nim przewagę Achillesową. Zobacz wroga jakim jest, czytając jego intencje, poprzez jego największe dokonania. Rozbierz go na drobne czynniki. Znajdź słaby punkt i uderz. Poznaj go, a będziesz miał jego los w garści.

7. Zyskaj nad nim przewagę psychologiczną. Złam go. Ośmiesz go. Poniż go. Zrealizuj jego największe lęki. Wstrząśnij filarami filozofii jego bytu. Niech poczuje smutek lub gniew. Niech straci siłę i ochotę. Niech zniszczy samego siebie. A ty obserwuj.

8. Zyskaj kontrolę nad jego pragnieniami. Przejmij władzę nad jego marzeniami czy potrzebami. Miej go na łasce. Wygraj z nim wyścig do jego nagród. A wtedy zobaczysz poniżenie.

9. Zyskaj kontrolę nad jego wytrzymałością. Zamęcz go. Nie ustawaj w ataku, nie dawaj mu czasu na regenerację, nie pozwalaj na najmniejsze wytchnienie wroga, aż do wyczerpania go. Padnie w końcu na kolana.

10. Nigdy nie daj się prześcignąć w żadnym z powyższych.

*Nota prawna: Niektóre metody mogą kolidować z podstawowymi prawami człowieka.

Konkretny temat

niedziela, 23. marzec 2008.

Miało być o wręczaniu sobie czekoladowych jajek na Wielkanoc, ale po co… Kto wie, ten wie… Kto nie wie, ten już się nie dowie… Szkoda czasu.

Będzie o “lojalności”.

Ale nie typowo – “Och! Jacy ci ludzie są nielojalni, Hela, mówię ci!”, albo “Nie lubię kłamstwa, zawiści, nielojalności…” [ - to akurat mógłby być cytat z serwisu randkowego]. Będzie mniej typowo, ale też pewnie powtarzalnie. Z serii: “Czy warto…?”.

Czy warto być lojalnym?
Niby prosta sprawa – “lojalność” to w dużym uproszczeniu “dobro”, “nielojalność” to “zło”. Czarne i białe odpowiednio przyszeregowane.

Ale czy “warto”? Czy nie bycie lojalnym, to to samo co bycie nielojalnym?
Nie, to nie to samo.

Bycie nielojalnym, to postępowanie według pewnego wzorca – w tym przypadku wzorca anty. Ale nie bycie lojalnym, znaczy już co innego. Znaczy tylko, że z pewnego wzorca zachowania rezygnujemy, decydując sie na indywidualne rozpatrywanie każdej sprawy.

Czyli… Przykład dziecinny, ale obrazowy. Kolega bije kogoś. Bije się z kimś. Pomagamy mu, czy nie? Czy pytamy najpierw, skąd ta bójka i kto zawinił, czy ślepo pomagamy koledze, bijącemu nieznajomego?
Czy w przypadku kiedy lojalność kłóci się z naszym sumieniem, czy zasadami, powinniśmy być zobowiązani do dochowania jej, czy też nie? A jeżeli nie, to czy w ogóle powinniśmy rozpatrywać lojalność jako wartość w życiu?

A co jeżeli nie powinniśmy?

Co, jeżeli zdecydujemy się w sytuacjach konfliktu interesów osoby z nami związanej, a konfliktu własnych zasad postawić na zasady? Czy naprawdę stracimy? I czy to będzie oznaczało jakąkolwiek utratę szacunku ze strony obserwatorów zewnętrznych?

Czasem wydaje mi się, że gdyby zrezygnować w życiu ze wszystkich tych rzekomych ułatwień, w postaci wzorców zachowań i hierarchii wartości, a zastąpić je każdorazowym indywidualnym, zdroworozsądkowym, czy niezorientowanym na publikę, podejmowaniem decyzji, bylibyśmy o wiele szczęśliwsi, bardziej integralni, spójni wewnętrznie…

Wielu problemów emocjonalnych można by uniknąć, wiele wyleczyć, a i wiele sukcesów osiągnąć dodatkowo, w porównaniu do obecnego stanu rzeczy.

Więc dlaczego obecne ślepe hierarchie zachowań społecznych wydają się takie dobre, takie szlachetne, takie niepodważalne? Dlaczego jawią się atrakcyjnie, kiedy w rzeczywistości niektóre z nich, mogą być najgorszymi z możliwych rozwiązań?

Bezmyślność, czy strach przed zmianami? A może lenistwo i przyzwyczajenie? Niechęć do wyłamywania się z szeregu?

Ciekawe ilu z Was już o tym myślało? Ilu przed nami o tym myślało? Ile pokoleń temu?
Pewnie wielu…

Hmm…
I nikt nie wygrał…

Spisek?

Żydzi?

Pedały?

Komuniści?

Ech… Chyba mam nawroty schizofrenii…
Ewentualnie przebłyski geniuszu…

Nie stawiałbym jednak na nie.

No cóż, drogie dzieci, przemyślcie swoje życia, i nie róbcie już źle.

[Jak mi się nie chce...]

Ukryte znaczenie

czwartek, 28. luty 2008.
pierdole-nie-robie.jpg

Gotuj bez konserwantów

wtorek, 26. luty 2008.

Dzisiaj będzie dramatycznie. Tak, dla odmiany… ;]

Dzisiaj będzie o wielkim oszustwie, którego ofiarą padłem ja i kilkadziesiąt milionów innych, być może nieświadomych tego jeszcze mężczyzn!

Pora skończyć z tym fałszem, raz na zawsze rozprawić się z…

NIGELLĄ LAWSON!!!

Nigella Lawson

Podła kobieta… Bez skrupułów… Bez serca…

Córka żydowskiego lorda na angielskie salony i jakiejś salonowej wilczycy. Potomek Żyda i wilka…

Jej podłość i przebiegłość nie zna granic… Odebrała edukację z najlepszych szkół masońskich, była trenowana przez mistrzów mistyfikacji całego świata… Wyszła za mąż za mężczyznę, który po kilkunastu latach małżeństwa odszedł w tajemniczych okolicznościach (oficjalna wersja: rak) – jakie to wygodne. Po czym całkiem przypadkowo, natrafiła na innego masona – Saatchiego, z tych Saatchich-Saatchich… Starszego o miliony lat, przy czym tak samo bogatego… Przypadek? Nie. Tylko jego stać, na zaspokajanie jej krwiożerczych żądz.

Ale wy przecież nie wiecie o co chodzi… Widzicie w niej tylko seksowną kuchareczkę… Kogoś, kto jednym – długim i wymownym – obliznięciem palca ze świeżo ubitego kremu, przekazuje nam mało subtelną wiadomość… Kogoś, kto obierając warzywa, przenosi je do krainy, o której nigdy nie słyszały, w swoim wiatropylnym świecie… Kogoś, kto mrucząc pod nosem recepturę udanej potrawy, sprawia, że żaden męski widz nie potrafi jej zanotować! I te filuteryjne spojrzenia, niedwuznaczne gesty…

Kiedyś stosy płonęły dla takich jak ona… A w tamtych (o jakże pięknych!) czasach nikt nie czekał, aż drewienka osiągną właściwą temperaturę… O nie!

Myślicie sobie: “Znowu się czepia! Sfrustrowany jakiś, czy co?!”.

Nie znacie prawdy!

………..

 

ONA MA 48 LAT!!!

 

………..

Piekło nie zazna spokoju, póki nie ucichną jęki grzesznych, oszukanych mężczyzn…

 

Zajebisty i twardy!

poniedziałek, 25. luty 2008.

Bycie twardym jest takie wspaniałe. Takie męskie, takie macho, takie “alfa-samcze”… Takie seksowne, takie cool, takie wzbudzające podziw i pozytywną zazdrość.

Takie zajebiste i twarde… ;]

Jeee…! – [transkrypt fonetyczny z amerykańskiego "yeah!" - amerykańskie jęknięcia też są zajebiste i twarde!]

Je też chce być zajebisty i twardy!

A może już jestem…? Jeee…

Jeżdżę wielką i błyszczącą furą, na wielkich felgach i wąskich kapciach. Wielkie kolumny i głośna muzyka to moja domena.

Lubię jeździć szybko swoim tunningowanym samochodem.

Nosze zajebiste plastikowe okulary na pół twarzy.

Mam swoją ulubioną markę produktów do pielęgnacji włosów i cery.

Nie założę na siebie czegoś, co nie ma fajnego logo, które rozpoznaliby inni… Podobam się innym, ale mi na tym nie zależy…

Słucham amerykańskiego hip-hopu – utożsamiam się z wielkim bogatym murzynem.

Mam “szacun” u ziomów.

Wiem co to znaczy “szacun”.

Ja też daję “szacun” .

Mam “szacun” u lasek.

Laski mnie pragną. Mam dziesiątki… Miesięcznie…

Mam wielkiego przyjaciela w spodniach i lubię o tym mówić. Lubię też onieśmielać innych w publicznych toaletach.

Nikomu nie ufam.

Ludzie boją się mnie, kiedy jestem groźny i straszny.

Mam duże mięśnie i noszę koszulki z siateczki.

Opalam się na brązowo.

Lubię się opalać – mam swoje ulubione solarium. Solarium jest twarde i męskie. Jeee…

Pierdolę politykę, nie głosuję.

Chlanie jest cool.

Ja też jestem cool.

Inni to pedały.

Potrafię się bić.

Lubię sobie wyobrażać, jak biję innych. Czasami ich biję, żeby móc to sobie później wyobrażać i mieć co opowiadać.

Lubię opowiadać historie, jaki jestem zajebisty i jak potrafię sobie poradzić ze wszystkim.

Lubię, jak mnie słuchają.

Inni lubią mnie słuchać.

Palę fajki.

Nigdy nie witam się, ani nie żegnam podczas rozmów telefonicznych.

Lubię oznajmiać, kiedy mam coś w dupie…

Jestem ponad wszystkim.

Nie ma dla mnie wyzwań, są tylko zadania do wykonania.

Rozumiem wszystkich, nikt nie rozumie mnie. Są za głupi.

Potrafię prowadzić helikopter, jednocześnie ostrzeliwując ręcznie z CKM-u wietnamskie obozy Vietcongu.

Zasypiam, podziwiając siebie.

Jeee…

Jeee…?

Niestety… Jeszcze nie “Jeee”… Dopiero aspiruję.

Ale…

Lubię sobie myśleć, że jestem twardy, że walczę samodzielnie z pięcioma żulami, broniąc honoru pięknej blondynki z reklamówką Społem.

Nie lubię, kiedy coś przerywa moje fantazje. Brutalna rzeczywistość jest taka bezlitosna.

A czasami jest naprawdę miło…

Jestem twardy… Jadę sobie swoim 20-letnim, czterobiegowym autem, z silnikiem 1.3l, przekraczając dwukrotnie(!) limit prędkości (limit 60 km/h – remont autostrady), czuję się jak mistrz kierownicy… Tylko taki bardziej wyluzowany i cool..

Słucham głośno muzyki, mam twardą minę, spoglądam z pogardą na każdego, kogo mijam… Widzą śmierć w moich oczach… Spuszczają głowy…

Żuję gumę… Truskawkową JuicyFruit…

Jak mi się skończy smak, nie połykam, twardziele tak nie robią. Twardziele wypluwają. Trzeba wypluć na samochód obok – ale mocno, tak żeby doleciało. Niech wie, cham jeden!

Odkręcam korbką szybę (elektryczne są bardziej cool, ale oldschool też jest cool).

Pluję.

Odbija się od framugi i trafia mnie w łeb.

Nie umiem pluć.

Jeee…

Jestem zajebisty i twardy.

Ulicy czar…

niedziela, 24. luty 2008.

A ponarzekam sobie…

Kiedyś świat był jakiś taki bardziej kolorowy. Wyjście z domu było o tyle niesamowitych przeżyć ciekawsze. One wszystkie teraz odeszły, a najgorsze jest to, że nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy…

Kiedyś wychodząc na ulicę można było dostać w mordę, zostać okradzionym, zwymyślanym, pobitym…

Jakoś tak sympatyczniej było. Ludzko.

To niezapomniane przeczucie, kiedy na widok grupki zakapturzonych osób przechodziło się na drugą stronę ulicy…

A ludzie jednak paradoksalnie trzymali się bliżej…

Gdzie to się wszystko podziało?

Co się dzieje?

Ale ja znam odpowiedz na to pytanie! Przecież ja znam odpowiedzi na wszystkie pytania! ;]

Odpowiedź, to zdiagnozowane zniewieścienie męskiego rodzaju.

Kiedyś wychodziło się na ulicę i można było zobaczyć skinów, drechów, jakichś pancurów, brudów (tych od metalu), ćpunów, osiedlowych złodzieji…

A teraz co mamy?

Kochanych zakapturzonych hip-hopowców swoich mamuś, którzy żadnego obiadku nie przeoczą, a kieszonkowe od tatusia wydają na “bakanie ziąąą!”.

Mamy jakichś użalających się nad sobą emo. Wyglądają, jak ktoś, kogo parę lat temu nazywało się “gotycką kurwą”, z tym że w przeciwieństwie do tamtych twardych suk, ci ciągle się nad sobą użalają. I słuchają jakiegoś niemieckiego gówno-rocka dla nastolatków. I generalnie hańbią rasę.

Wojsko by się nimi zajęło…

No i mamy jeszcze gwiazdki pop, prosto z solarium, i skaczących wokół nich żelo-bojów…

W starych czasach taki skinhead jeden z drugim by to wytępił ze swojej okolicy, w parę dni… Nikt by nikogo nie wysyłał do psychologa…

Ale nie, stare, sprawdzone, tradycyjne metody ludowe są złe! Mamy teraz te z Anglii i USA! Wyślijmy dziecko na konsultacje. Porozmawiajmy o tym.

A i problemów z przyjezdnymi z UK, czy innych “bogatych krajów” by nie było. Parę patroli w popularnych turystycznie miejscach, i szybko popyt na tanie drinki i szczanie po ulicach by spadł…

Na ulicy rządził szacunek.

Nie było też na nich takiego ociekającego plastikiem lansu jak dzisiaj… Nie było szpanerskich zegareczków, telefonów, jakichś odtwarzaczy, aparatów itp. wymysłów.

O porządek dbali dresiarze. Wtedy bardziej potrafiliśmy zbalansować poziom szpanu i poziom zdrowego rozsądku. Nikt by nigdy wtedy nie zgubił telefonu w pubie, bo zanim by do niego doszedł, już dawno by go stracił.

Tak, tak… To były czasy… Kiedyś ludzie bardziej dbali o siebie, zastanawiali się dwa razy gdzie zostawiają portfel, czy ile pieniędzy brać ze sobą na miasto… ;]

Ale za to jak radyjko było potrzebne, jakiś gadżecik, to zawsze jakiś kolega, kolegi kogoś znał.

Dresiarze byli przydatni, a społeczeństwo nie płaciło za to wielkiej ceny… Ot, jakiś disco-relax w TV i po bólu… Czasem trzeba było popatrzeć na jakiś komplet, i nie parsknąć śmiechem. Też mi cena.

Nie moża też było przejść znudzonym przez centrum, czy starówkę. Zawsze można było zobaczyć kolorowe elementy ulicznego, w postaci pancura żebrzącego o kasę na wino, czy narkotyki, jakichś alkoholików wydzierających na siebie ryje…

Te głośne słowa, niewyszukane dowcipy płynące z ich ust…

Albo jakiejś cyganki, która próbowała uwolnić cię od sekretu twojej przyszłości.

A i ruscy handlarze się pojawiali, oferując jakieś ciekawe, nie zawsze legalne, wytwory, czy specyfiki…

A teraz tylko jakieś uśmiechnięte klony w identycznych koszulach i z puszkami atakują twoją kasę… Albo jaccyś zdebilowaciali mimowie, czy inne “talenty” z gitarami, “umilający” czas przechodniom pod jakieś rzewne melodyjki. No i zawsze znajdzie się jakiś kretyn, który myśli, że jak napisze sobie na kartce “bardzo zabawną” linijkę o tym, że “zbiera na piwo”. Obsrać się można ze śmiechu…

Proszę…

Gdzie ten koloryt…

Tak, moi drodzy, dajemy powoli dupy…

Kiedyś, jak ktoś przyszedł do kogoś z wódką, to zmieniało się plany. A teraz jak widzi się wódkę, to mówi się coś o pracy następnego dnia i samochodzie…

A już najgorsi są tacy, którzy lubią się wyżalać obcym co ich boli, randkują w internecie, zamiast polować bezlitośnie na ulicach, i mądrzą się, zamiast gadać o głupotach ze znajomymi…

Trzeba to będzie zmienić.

Operacja “Kopnij w Dupę Jak Cię Ktoś Wkurwia” w toku…

POKOCHAJ.CZULE.PL

piątek, 22. luty 2008.

W odpowiedzi na liczne zapotrzebowanie ze strony widowni:

***

HTTP://POKOCHAJ.MNIE.CZULE.PL

Mój opis:

Apodyktyczny cham, nazista, faszysta, nieempatyczny nietolerancyjny gbur, cholerny skąpiec, nieciekawy, empiryczny rasista. Ten niespotykany zestaw cech uzupełnić można jeszcze o egoizm, wieczne niezadowolenie (na pewno jest na to jakaś nazwa…), zaślepienie przez nieodgadnione cele, rąbnięty na punkcie porządku fuhrer (przez u z dwoma kropeczkami, nie wiem jak zrobić…). Frustrat.

Do tego narkoman, z rodziny patologicznej, niepoukładany mentalnie, o bardzo ściśle sprecyzowanych nienegocjowalnych poglądach na świat.

Również się spóźnia. Szczególnie, jeśli musi kogoś wszędzie wozić.

Dodatkowo, nie denerwuje się jeżeli chodzi o poważne sprawy, co może być denerwujące dla innych. Nadrabia za to w kwestiach codziennych (delikatny zapalnik, jeżeli chodzi o sprawy wynikające z niedopatrzeń), przez co przebywanie w jego towarzystwie jest stresujące. I męczące…

Z dobrych cech można wymienić to, że nosi brodę i okulary [podobno fetysz pseudointelektualny dziewczyn z dyskotek, więc jakieś szanse to rokuje].
Oczywiście inteligentny wygląd jest żartem natury.

Ponieważ to nie dobre, ale te złe cechy są interesujące ["good news is a bad news", cytując znaną maksymę dziennikarską], dlatego zalety wymieniamy krótko, żeby nie marnować przestrzeni…

Lojalny, solidny, słowny, rozsądny, uporządkowany, zapobiegliwy, samodzielny, idealny. Do tego o : mocnej osobowości, specyficznym charakterze, sprecyzowanych poglądach i spojrzeniu na świat, niegłupi, zdarza się, że i zabawny, mający trochę uroku osobistego, pewny siebie.

Prawdomówny.

Czyli generalnie mdły i nudny jak flaki z olejem.

Zdjęcia nie chcą przejść moderacji. Musiałem się pewnie spodobać którejś z moderatorek… To mówi wszystko o moim wyglądzie. Nie będę się chwalił, ale jestem superprzystojny.

Za to w łóżku do bani…

Zresztą nieśmiały, więc z łóżka nici.
Wymarzony partner:

Cicha, samowystarczalna, wychowana lepiej ode mnie, najlepiej uśmiechnięta małointeligentna blondynka.

Jeżeli masz niskie IQ, blond włosy (mogą być farbowane, pod warunkiem, że odrosty nie wykraczają poza tolerowane 5cm) i uważasz, że ten profil jest zabawny, wyślij do mnie sms’a. Przecież wy tak lubicie sms’y. Nie czytam powyżej 30 znaków.

Wymagania dodatkowe: bezproblemowa, bezobsługowa, najlepiej po menopauzie, żeby wykluczyć comiesięczne napady umysłowe. Ważne żeby lubiła jadać w domu. To co sama ugotuje. Musi lubić się dzielić…

Z błahostek, miło było by gdyby była wspierająca, lojalna, i miała jakiś cel w życiu (sięgający dalej, niż najbliższy piątkowy wieczór…). Co najmniej do następnego czwartku. Bybybybyby…

Mile widziane sieroty (w sensie dosłownym), lub posiadające najbliższą rodzinę na Alasce. Preferuję jednak sieroty.

Z funkcji praktycznych musi jeszcze umieć po sobie posprzątać. Nie dzień, tydzień, miesiąc, millenium po… Liczy się refleks.

P.S. Mam pięęęęękne dłonie. Nie żadne bochny.

 

O.S.T.R. – [Ja Tu Tylko Sprzątam] – Duże “Och…! Ach…!”.

Mentalny overdrive

wtorek, 19. luty 2008.

Wyłącz głowę. Chociaż na chwilę…

Hahahahahahahahahahahaaaaaaaaa! NIE! Nigdy!

NIGDY!!!

Wiadomości, dźwięki, obrazy, kolory, materiały pod twoimi palcami. Różne faktury, różne odcienie, różne ciężary gatunkowe. Mnogość, wielorakość, podzielność, rozdzielność, mętlik, chaos, spokój, kontrola, bezład, napięcie i rozprężenie… Zero i jeden. Zerojedenjedenzerojedenzerojedenzerozerozerojeden…

Świat informacji, nadający do nas bez najmniejszej przerwy, 100% przepustowości – 100% obciążenia.

Praca, pieniądze, seks, znajomi, internet, telewizja, radio, obrazki, światła na skrzyżowaniach, dźwięk dochodzącej mikrofalówki, dzwonek telefonu… Bezustanny przesył danych. Wieczny brak czasu. 24-godziny hurtem. 7 dni w tygodniu. Ryczałt. Bierz ile wlezie – wykorzystaj do końca! Ale…

Brakuje? Tylko na WSZYSTKO! Wszystko na raz. Róbmy wszystko na raz!

WSZYSTKO NA RAZ!

Selekcjonować?! Podzielność uwagi! Marnować minutę, sekundę, nanosekundę?!

Bzzzzzzzzzzzzz…

——————————————————————————-

- Co?

- STOP.

- Co?!

- “Wyłącz”.

- CO?! Wypieeeeerdalaj!!!

Pstryk.

——————————————————————————-

I chuj…

Plamy na suficie też potrafią być ciekawe.