Archiwum dla 'Media'Kategoria

Remedium dla polskiej polityki zagranicznej

sobota, 17. maj 2008.

Być jak John Rambo!

On się nie bawi… Coś jesteś agresywny? Kula w łeb. Masz inne zdanie? Kula w łeb parę minut później. Jesteś drażniącą przez cały film postacią? Kula pod koniec, na deser.

Człowiek z zasadami… Takich ludzi brakuje w dzisiejszym świecie. Ludzi z zasadami.

Herosów.

Ich całe życie przepełniały wydarzenia, które są marzeniem każdego. Kto w końcu nie chciałby umieć siłą samej dłoni zmiażdżyć w potrzebie czyjegoś gardła?

Albo rozwalić z ckm-u sto uzbrojonych osób?

Niestety… My, zwykli ludzie, nie możemy się mierzyć. Nie możemy się mierzyć z prawdziwą legendą.

No i te nazwisko! Genialne – jak najlepsza marka na świecie – jak BMW, Nokia, Coca-Cola. Wyobraźcie sobie, że macie na skrzynce pocztowej pordzewiałą tabliczkę z napisem “J. Rambo”. Szacunek na osiedlu… :)

Zresztą, to jedyna ikona filmu oprócz Rocky’ego [Rokiego], która doczekała się uwiecznienia jej imienia w psiej krwi. Ile to już Rokich i Ramb leży w polskiej ziemi, w kartonowych pudełkach…

Wyobrażacie sobie jakim trzeba być twardym, żeby pies mógł o sobie dumnie powiedzieć – “Jestem złym i groźnym psem. Jestem godzien, by nosić to imię.”?

John Rambo oprócz odpowiedniego nazwiska, ma też odpowiedni sposób rozwiązywania dylematów życiowych. Gadka ograniczona do minimum, tylko akcja. Lecz kiedy trzeba, potrafi też być głęboki: “Możesz żyć bez sensu, albo umrzeć z sensem”. Nareszcie przejrzałem na oczy… ;]

No ale wiadomo, “Rambo” to nie “Pianista”. Za grube ma palce i nie umie siedzieć cicho na strychu.

Mimo wszystko muszę powiedzieć, że cholera, co jak co, ale Rambo w części IV się już specjalnie nie namyślał – jednak rutyna robi już swoje.

Jedynka, wiadomo, film prawie filozoficzny. Dwójka, typowy film akcji. W trójce już zaczęły się te prawdziwe nadprzyrodzone moce, no i setki ofiar. A czwórka… Sylvester po prostu dał sobie spokój ze skromnością…

Być jak John Rambo – to musi być coś. Grecki kolos.

Niezapomniane przeżycia dla każdego mężczyzny. Wystarczy nie zwracać tylko uwagi na nic i podziwiać John’a w akcji. Tak grać może tylko zawodowiec. Każdy kadr to ikona. Nikt nie ma z nim szans i każdy to wie.

Chciałbym mieć takiego kumpla – w sumie można wtedy zadzierać z kim się chce – jest się nietykalnym. Takie nieformalne prawo międzynarodowe. Rambo cię lubi? Witamy w klubie nietykalnych.

Ile by mi to oszczędziło zdrowia w podstawówce…

;]

No i wiadomo… Wchodzicie do baru z kolesiem, który ma łapę wielkości przeciętnego motocykla, porwaną przepoconą zieloną podkoszulkę, czarną poszarpaną opaskę na głowie i nóż myśliwski za pasem.

I jest znany z telewizji…

Nie przepuścilibyście w kolejce dwa razy większego człowieka, który na życie zarabia polując na kobry królewskie w dalekiej azjatyckiej dżungli, w kraju wojny domowej? Wykonuje tajne misje dla rządu? Nie? A takiego co pilotuje śmigłowiec, jednocześnie stojąc przy jego bocznych drzwiach i rozwalając z ckm-u dziesiątki żołnierzy wroga?

Swoją drogą, chciałbym takiego ministra polityki zagranicznej.

Ruscy oddali by nam Obwód Kaliningradzki na zgodę… ;]

John Rambo – torrent

Drug’orzędna hipokryzja

czwartek, 15. maj 2008.

Od pojawienia się najnowszych Newsweekowych rewelacji dotyczących premiera Tuska w sieci zapanowała nowa prześmiewcza moda. Wiadomo – dzień bez internetowego błyśnięcia wtórnym dowcipem, dniem straconym. Żarty dotyczące PiS-u powoli dogorywają, komentarze dotyczące wykształcenia Kubicy znudziły się już chyba wszystkim, już tylko najwierniejsi kpią gdzie mogą z Małysza… Pora znaleźć nowego kozła ofiarnego.

Padło na Tuska.

Kandydat idealny – wysoko postawiony polityk, więc dowcipy z niego zaspokoją potrzeby tej “intelektualnie elitarnej” części społeczeństwa, która lubi być trendy i mieć o czym porozmawiać głośno w autobusie [albo forum Onetu]. Do tego facet umiejscowił się centralnie na scenie politycznej, przez co może zebrać po solidnym razie od każdej opcji politycznej [od lewaków po ultranacjonalistów]. Drobna wada wymowy zaspokoi zwierzęce instynkty tych, którzy sami co prawda mówić potrafią, ale byli jednymi z ostatnich w przedszkolu, którzy tę trudną sztukę [wraz z sikaniem do kibelka i wiązaniem sznurówek] opanowali.

No i do tego naiwniak… Zbyt dosłownie traktuje porady swoich PR-owców, dotyczące szczerości i zjednywania sobie ludzi, poprzez zmniejszanie politycznego dystansu do społeczeństwa.

I z tego wynikła pewnie ta głupia szczerość, którą wykazał się w wywiadzie dla Newsweeka. Ot, chciał pokazać, że równy z niego chłop, że nie jest tylko jakimś wymuskanym chłopcem, który boi się głośniej odezwać, bo komuś się może nie spodobać i słupki spadną.

Tusk palił trawkę.

Sensacja. Monar pościelił nowe łózko, grabarze wykopali dołek.

Rozpoczęła się nowa era internetowego szyderstwa, którą wzmaga jeszcze bardziej podróż Tuska do Ameryki Pd. – a z czego słynie ten rajski kontynent chyba wszyscy wiemy… ;]

Tylko dzisiaj natknąłem się na dwa szydercze obrazki na jednym z popularnych serwisów społecznościowych. Pierwszy [źródło Onet.pl]:

Drugi był próbą prześmiewczą, ale już bardziej amatorską w swoim charakterze. Poniżej niefortunne zestawienie jednego z Internautów, pochodzące z bety Onetu…

Zastanawia mnie tylko ile z Tych osób, które nabijają się z głupiego, jak się okazuje, w swojej prawdomówności premiera, samo wcześniej raczyło swoje niewybredne podniebienia bykami czy paliło skręty? Znaleźliby się tacy? Jak myślicie…?

Ale oczywiście prawo “Kalego” nie przeszkadza nikomu, w nabijaniu się z nowego kozła ofiarnego. Obiektywizm obiektywizmem, ale pośmiać się z kogoś trzeba, kiedy tylko nadarza się okazja. Można przecież nazywać Tuska ćpunem… Można… Przecież trawka to narkotyk! Zło! Zatruwa umysły naszej nieskażonej niedozwoloną substancją młodzieży! Sam fakt, że z pokolenia na pokolenie przekazuje się w Polsce już najmłodszym miłość do powodującego zdebilowacenie narodu alkoholu pozostaje bez znaczenia. Ale trawka to zło, a Tusk to ćpun!

I nic nie pomagają takie zestawienia, jak to z prestiżowego brytyjskiego czasopisma Lancet, w którym naukowcy opiniują, że marihuana [cannabis] jest mniej szkodliwa i uzależniająca, niż powszechnie dostępne alkohol i papierosy. Już pojawiają się dowcipy o tym, dlaczego Tusk niczego nie dokonał i spoczął na laurach, odkąd został premierem – oczywiście wszystkiemu winne jointy.

I wszystko byłoby w porządku – w końcu o polskich forach internetowych, szczególnie tych podpiętych pod największe portale informacyjne, można by napisać niejedną pracę doktorancką z socjologii czy psychologii społecznej. Nic tak nie odzwierciedla naszego szyderczego charakteru narodowego [przy czym szyderstwa na wysokim poziomie są o dziwo całkiem powszechne], jak właśnie wspomniane wyżej twory społecznościowe…

Tylko dlaczego owe szyderstwa tak lekko ocierają się o hipokryzję? Czy czasami nie lepiej uderzyć się w pierś i przyznać otwarcie do własnych poglądów? W końcu internet nie musi nas zachęcać tylko do anonimowego tchórzostwa [obrażanie nieznajomych], dlaczego nie być od czasu do czasu “anonimowym sobą”?

No bo kto tak naprawdę zrobił z siebie publicznie większego idiotę?

Tusk, czy ten, który palił, ale się nie zaciągał? ;]

Ciemna droga do zwycięstwa

sobota, 5. kwiecień 2008.

Z mrocznych zakamarków mojego sumienia oraz akt szkoleniowych SB, KGB, CIA, Mossadu, MI5&6.

Jak osiągnąć bezwzględną przewagę nad przeciwnikiem. Zniszczyć go.

Poradnik łączący przyjemne z pożytecznym.

Na każdą okazję.

Efekty gwarantowane…

“Sztuka Wojny wg. Frustrata – wybór niezawodnych sposobów na zwycięstwo”

- autor: Frustrat Srustrat.

1. Zyskaj przewagę fizyczną. Uderzaj mocno. Zadaj ból i okaż gotowość pognębiania tego cierpienia. Rób to raz po raz. Przełam jego opór. Jego cierpienie przynosi twój sukces.

2. Zdobądź przewagę intelektualną. Owiń wroga wokół palca. Niech pragnie cię słuchać. Uknuj intrygę pogrążającą go. Przekonaj go. Niech będzie marionetką w twoich rękach.

3. Zyskaj przewagę materialną. Kup go. Zaklej mu oczy i uszy pieniędzmi. Wepchnij do gardła zrolowane banknoty. Napchaj mu nimi jego dłonie. Przejmij nad nim kontrolę. Albo zniszcz. Poderżnij mu na odległość gardło, a banknoty niech stanowią siłę sprawczą.

4. Zyskaj nad nim przewagę ilościową. Osacz go. Otocz go swoją siłą, ludźmi, wpływami. I zaciskaj więzy…

5. Zyskaj nad nim przewagę informacyjną. Szantażuj go. Miej w ręce atut silniejszy od jego najlepszego atutu przeciwko tobie. Miej go w szachu. I nie bój się wykorzystać tej wiedzy kiedy trzeba, obserwując jego bolesny upadek.

6. Zyskaj nad nim przewagę Achillesową. Zobacz wroga jakim jest, czytając jego intencje, poprzez jego największe dokonania. Rozbierz go na drobne czynniki. Znajdź słaby punkt i uderz. Poznaj go, a będziesz miał jego los w garści.

7. Zyskaj nad nim przewagę psychologiczną. Złam go. Ośmiesz go. Poniż go. Zrealizuj jego największe lęki. Wstrząśnij filarami filozofii jego bytu. Niech poczuje smutek lub gniew. Niech straci siłę i ochotę. Niech zniszczy samego siebie. A ty obserwuj.

8. Zyskaj kontrolę nad jego pragnieniami. Przejmij władzę nad jego marzeniami czy potrzebami. Miej go na łasce. Wygraj z nim wyścig do jego nagród. A wtedy zobaczysz poniżenie.

9. Zyskaj kontrolę nad jego wytrzymałością. Zamęcz go. Nie ustawaj w ataku, nie dawaj mu czasu na regenerację, nie pozwalaj na najmniejsze wytchnienie wroga, aż do wyczerpania go. Padnie w końcu na kolana.

10. Nigdy nie daj się prześcignąć w żadnym z powyższych.

*Nota prawna: Niektóre metody mogą kolidować z podstawowymi prawami człowieka.

Przydrożny taniec

niedziela, 16. marzec 2008.

Ty głupi upośledzony widzu! Ty marna istoto wysysająca ścieki wypływające z twojego telewizora. Ty godny pożałowania sterowalny dziwolągu. Ty naiwniaku…

Patrz jak tańczymy, śpiewamy, fikamy koziołki…

Słuchaj naszych banalnych “błyskotliwości”. Naszych “dowcipów”. Naszych słodkości…

I głosuj… Oglądaj, przeżywaj, komentuj…

I głosuj…

A my?

A my robimy swoje. Sprzedajemy się. Kup nas. Tanio! Weź nas za bezcen!

Będziemy się do Ciebie mizdrzyć, przymilać, sprzedawać ci “poruszające” opowieści z życia prywatnego. Pokażemy dupę, cycki, opowiemy jak i przed kim rozkładamy nogi… Pokroimy się. A jeżeli ktoś z naszych bliskich jest chory, umarł w wypadku, przechodzi jakiś kryzys…

No cóż… Hurra!

Spieniężymy to!

Opowiemy, zapłaczemy, ty zapłaczesz… A potem pójdziemy do butiku.

To znaczy “my” pójdziemy. Ty pójdziesz do pracy…

Ale to przecież nie nasza wina – chcecie nas, macie. Jesteśmy dla was, za tą drobną opłatą. Czy to naprawdę tak wiele?

Nie.

Patrzcie na nas! Jeżeli znudzą się już nasze piękne twarze, obserwujcie dalej. Patrzcie jak się upadlamy. Eksperymentujcie na nas! Czy nie chcecie przekonać się, ile człowiek jest w stanie zrobić, dla paru złotych, dla chwili sławy, dla garstki “fanów”? Bo przecież nie chcielibyście być na naszym miejscu. To takie męczące – być na sprzedaż, nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile stłumionych emocji kryje się pod naszymi radosnymi maskami. Nie móc zrobić tego, na co ma się ochotę, powiedzieć tego, co się myśli… Nie można nawet pomyśleć tego, co chciałoby się pomyśleć. Przecież ratingi gonią! Oglądalność, wzmianki w mediach, błyski fleszów. Przecież to jest takie nietrwałe! Wystarczy odrobina nieuwagi! I czar pryśnie. Musimy się starać!

Przecież nie można ryzykować wypowiedzi i zachowań, które choć w życiu normalne, ba!, wręcz wyczekiwane, w mediach nie działają.

Nie każdy może sobie na to pozwolić.

Do tego trzeba mieć charyzmę.

Ładny uśmiech, zgrabny tyłek, czy starannie przygotowany “skandal” jednak też wam wystarczy!

Osobowość… O czym wy mówicie. Już dawno udowodniliście, że to zbędne. Wystarczy trochę żelu i błyszczące buty.

Na prezencji, drobnym talencie, ładnej figurze można zarobić. A raczej zarabiać…

Tylko… Niestety, przez jakiś czas.

A potem… Ach! Szkoda mówić. Wszyscy się tego tak bardzo lękamy. Nie wierzysz? Możesz zobaczyć to w naszych oczach..

Boimy się jej.

Próżnia!

Jak możecie nam to robić?! Zsyłać nasze przerośnięte ego tam, gdzie nikt nie będzie na nie patrzył…

Koniec, wymiana efemerycznych pokoleń “gwiazd”, “artystów”, i innej maści naszych ekranowych kolegów po fachu. Zostaną tylko ci z nas, którzy: a) mają plecy b) mają charyzmę. Resztę zastąpi nowe pokolenie spragnione high-life’u… I majestatycznych przechadzek po Złotych Tarasach, czy innych weekendowych świątyniach próżności. Naszych świątyniach!

Wymiana Złotych Cielców na Złotych Tarasach.

A cóż wtedy począć. Co jest temu winne? Przecież nie widz. On zawsze pragnie tego samego – prostej, bezmyślnej rozrywki. Takiej, która pozwoli się odprężyć po całym dniu na taśmie w fabryce, czy przy kasie w supermarkecie. Takiej, którą tak chętnie mu dostarczamy na każde skinienie.

Co jest temu winne? Czemu już nie chcą nas kochać? I płacić…

Bo nigdy nie kochali.

Tak jak nie kocha się przydrożnych kurew.

Teraz Polska? [v. 2.0]

niedziela, 24. luty 2008.

Zwątpiłem.

Do przepastnych czeluści skrzynki pocztowej pewnego portalu dla Polonii irlandzkiej, trafił list, z prośbą o pomoc w wybraniu najlepszego hasła promującego Polskę wśród obcokrajowców. Sam konkurs nie był wspierany przez żadną poważną instytucję związaną z naszym krajem, był inicjatywą prywatną mediów polonijnych i pewnego bloggera z onet.pl.

Temat: “Wypromujmy markę Poland/Is Poland sexy?”

Wszyscy chętni mogli nadsyłać swoje pomysły na hasło, motyw przewodni i projekt graficzny tej “kampanii”. Co najciekawsze w tym wszystkim, hasła nie były przygotowywane przez agencje, ale przez zwykłych ludzi, co tak naprawdę pozwoliło w nietypowy i oryginalny sposób zobaczyć, jak przeciętny Polak postrzega swój kraj i czym chce go promować poza granicami. Warunki – do 5 słów, język angielski.

Ci z Was, którzy mają pod ręką skórzane paski, lub kawałki drewna, które mogliby zagryźć, proszeni są o wprowadzenie ich do jam gębowych. Oto pełna lista propozycji samych haseł. Pisownia oryginalna…

Potraktujcie te hasła, jako coś, co Ci ludzie NAPRAWDĘ chcieliby zobaczyć na plakacie o Polsce.

Uwaga… Jeszcze możecie zawrócić.

Za późno… Podkreślone wyjątkowo”wyjątkowe”:

Poland? I fuckin love it [Jestem debilem!]
Enjoy Poland
“Come with me .Poland”
“Cum with me”
[Dojdź ze mną? Świetna reklama...]
Poland- u wil like it
Poland – just try it
Polish land – good land
Polish Land – Wodka Land
[Chlaj, rzygaj, ruchaj...]
Poland- nice people good price
Poland – nice chicks, cheap drink
[Chlaj, rzygaj, ruchaj...]
no drink no fun- no fun no poland
[Chlaj, rzygaj, ruchaj...]
Poland – see where wodka is made ! [Chlaj, rzygaj, ruchaj...]
VODKA,OK? [Chlaj, rzygaj, ruchaj...]
Here I am! Poland
[Proklamujemy tę ziemię Polską!]
Poland – not only Vodka
Poland – have you been there?
Poland- come and enjoy
Poland – simply love it.
Poland – the only choince
POLAND – IN THE HEART OF EUROPE
Poland- make yourself at home
Pure Pleasure- Poland
Poland- try something new this year
Need a change? Poland!
[Polska! Zmieni Twoje życie na zawsze...]
People Places Pleasure – Poland
There’s a soul country in a heart of Europe – Poland
“Good… Better… Poland”
“Bored? Go Poland!”
[Potem będziesz bał się nudzić!]
“Poland – and dreams come true”
[Troszeczkę się zagalopował...]
“Poland-Where Eagles Dare”
[Jakie to patetyczne!]
POLAND – Not only plumbers!
POLAND – SEE OUR HOME!
Come to Poland – just for change!
[Przyjedź do Polski tylko po drobne!]
Poland – just for change…
[Polska - Tylko za drobne...]
Poland – for bussines, travel and living!
POLAND 4 YOU – the smart set!
Poland-every day something New
[A nawet parę razy dziennie...]
Forza Polonia !
[W końcu jesteśmy na meczu włoskiej ligi.]
Poland – U need know it
[Tak, tak, synku... Tak, tak...]
Poland. You’ll be surprised!
[Nawet nie wiesz jak bardzo!]
Poland. Whatever you’re looking for is here.
Poland. For me.For u. For everybody.
[Everybody dance!]
Poland. So close.So different.
[W samo sedno.]
Poland. Have some fun!
Poland.Think no longer!
[...bo jeszcze się rozmyślisz.]
POLAND is only ONE!
[Dziękuję za informację...]
Come back with me soon
[???]
I’m so Sexy…! Poland
[???]
Poland- Lover for ever!
[Zawsze możecie nas wydymać! Zapraszamy!]
Here and there–always together!
[Mały błąd logiczny?]
POLAND…and nothing more..
[Naprawdę nic więcej?]
Poland, Paradise on Earth… You’ll never forget it
[Wszyscy wiemy, jak skończył Raj.]
Mysterious girls & mysterious place, just Poland
[Reklama tirówek...]
Welcome in Poland, right here right now
What Will heaven be like? Like a Poland?
[What would hell look like?]
Open your eyes, Poland can be nice
Poland – don’t hesitate.
You’ll come for more – Poland.
“Don’t ask. Try Poland”
“Poland – the place next door”
[W końcu mieszkamy już na Twoim osiedlu...]
“Poland. We know what’s good ;)”
“Do it your way! – Poland”
[Przeleć nas na swój sposób - Polska]
it’s made 4U
[Tak - nasz produkt jest indywidualnie przystosowywany do potrzeb turystów!]
Poland is Yours
[...tylko jeśli jesteś Polakiem.]
New Place to stay
[Spróbuj! My nie daliśmy rady...]
Poland. Big Country
[Ach... Ten powiew geniuszu...]
Poland. Think natural
Poland. Think natural!
Poland. Positive vibrations.
[Ahahaha! Błagam...]
Destination Poland
The world has changed, come to Poland and see for yourself
We dont Polish off!
[?]
The Pole Stars
[?]
We are (not) up the Poles!
Girls, you need hard Poles!
[Już to widzę na plakacie...]
The Poles are not cold! –
Europe and Poland are not Poles apart!
You’ll come for more – Poland.
See you…in Poland!
POLAND- GOOD PLACE
Poland – works hard, plays hard
Let’s make fun…in Poland!
Poland-the way you want…
Poland-be happy:)!
[...że Cię tam nie ma! My już uciekliśmy...]
Poland-go this way!
Visit Poland-you will like it!
With heart to Poland<3
Poland as good as you wish!
Poland as good as You!
Like no other-Poland.
Stop searching-Poland is your answer!
The answer is…Poland.
Poland-here you find what you are searching
Try the best,try Poland.
Holiday?In Poland of course!
How do you think is in Poland?
[Angielski trudna...]
Poland-taste like no other.
Poland-we are visiting your country-so visit our too.
[Albo przyjdziemy z karabinami...]
Breake the monotonous-go to Poland.
The World is big and Poland HOT.
Change rules-go to Poland.
You like fun?Poland is perfect for you!
John said that he loves Poland.Check this out!
Poland-for somebody as you!
Poland-something good for everybody!
Poland-special country special for you!
[Bo w końcu wszyscy jesteśmy specjalni...]
Feel like at home-feel Polish hospitality.
[Spijemy cię, okradniemy, a potem zrobimy z ciebie pośmiewisko!]
Poland-as good as you can imagine!
Why Poland?Why not?:)
Poland-pleasure you want to try!
Find a pleasure in Poland!
Make your life exciting – visit Poland!
Come and meet her – beautiful Poland!
The land of Poles – true adventure!
[True... true...]
Poland – new event in your life!
Poland is adventure!
Polish adventure – go for it!
Poland – we are moving faster
[...than Belarus]
Poland. Just go!
Discover Poland.
Poland. Your Own Discovery.
Poland. Voyage of Discovery.
Poland. Polished Country.
Poland. Country With a High Polish.
Polish Up Your Polish.
Polish Your Mind!
“Return to magic Polands”
Poland – Inspiring atmosphere
Poland – Solidarity is our power
Poland – Culture without barriers
[Brak barier kulturowych? W POLSCE?!]
Poland – Country full attraction
Polish (up) your IQ
MAGNETIC POLeAND
[?]
POLeAND STAR
[?]
Poland. Breast of Europe. Lung?
[Pierś i płucko nie pasują? A może zaoferować Panu wątrobę?]
Love @ first sight. POLAND.
Luv @ first sight.POLAND
“To visit, or not to visit: that is the question” – Poland
Solidarity. Everything started in Poland. (w logo może być flaga EU zamiast Polski)
[I niby co jeszcze...?]
Test of POLAND
POLAND – beautiful people , beautiful country…
Newland? Only Poland!
POLAND. Make The Country Yours
[Inni już próbowali... Spróbuj i ty!]

Udało się dotrwać do końca listy?

Piękne hasła prawda? Wśród tych kilkunastu przeciętnych, niechwytliwych, ale akceptowalnych, całkiem sporo tych absurdalnych, groteskowych (szczególnie biorąc pod uwagę, że napisanych przez tych, którzy z Polski uciekli w poszukiwaniu lepszego właśnie życia…). Są też takie uwłaczające rozumowi i naszej godności, czy sprowadzające cały nasz dorobek kulturowy do chlania wódki i łatwego seksu… Nie wspominając o tych, które zachęcają do ponownego podboju naszej macierzy… ;]

Znajdą się mocno naciągane, lub wręcz przekłamane, przestarzałe i nieadekwatne do obecnej Polski, zupełnie niezrozumiałe…

Może to jednak nie najlepszy pomysł, aby organizować takie konkursy wśród emigrantów. Grupa chyba, jak się okazuje, odrobinę niereprezentatywna…

Pomyśleć, że niektórzy naprawdę czuliby się dumni, gdyby takie hasła pojawiły się na billboardach. Chyba po raz pierwszy wziąłbym udział w czynie społecznym, przygotowując butelki z benzyną…

Hmm… A może jest inne rozwiązanie – zebrać te wszystkie hasła w jedną grafikę plakatową. Zestawić je razem, bez wyróżnień. Co wy na to? To dopiero byłby realny obraz współczesnej Polski, szczególnie dla tych, którzy potrafią czytać pomiędzy wersami…

Promocja poprzez kontrowersję, to niezwykle silna platforma…

Nie ważne co mówią, byleby mówili.

 

WEB 2.0 – Dekalog

niedziela, 17. luty 2008.

Sieć jest znakomitym miejscem obserwacji zachowań i nastrojów społecznych. Każdy kolejny twór internetowy wyzwala w użytkownikach całą gamę nowych emocji, o które trudno by było ich podejrzewać wcześniej. A im więcej swobody w sieci, tym więcej owej kreatywności do obserwacji.

Niestety, nie zawsze pozytywnych…

Dzisiaj na widelec pójdzie WEB 2.0 – tzw. user generated content – treść generowana przez użytkowników.

O ile niezaprzeczalnie WEB 2.0 nadała naszemu ulubionemu medium nową jakość, i dobrze wykorzystywana, posunęła sieć w ciekawym kierunku, o tyle wyzwoliła cały szereg negatywnych zjawisk. Socjologiem nie jestem (ale zajęcia z socjologi swojego czasu miałem!), co nie broni mi jednak lekko sobie zakpić z zachowań typowych dla użytkowników WEB 2.0.

DEKALOG WEB 2.0

Jam jest nowy standard, który cię wywiódł z przepastnej czeluści niebytu, z domu poglądów niewoli…

1. Pierwszy!!!!!!!!!!!!!!!!

2. Nie będziesz ujawniał imienia swego.

3. Będziesz nadużywał mocy WEB 2.0 do czczych rzeczy.*

4. Pamiętaj, byś żadnej świętości nie oszczędził.

5. Wspieraj przyjaciela swego, jak siebie samego (choćby nie miał racji!).

6. Jeżeli nie masz nic do powiedzenia – powiedz to!

7. Nie będziesz uznawał poglądów innych, niż Twoje własne!

8. Będziesz kopiował i kradł cudze myśli i pomysły, udając oryginalność.

9. Obrażaj bliźniego swego, jak on Ciebie samego. Krytykuj wszystko i wszystkich.

10. Jesteś specjalistą od wszystkiego.

Pominąłem coś?

Może dodam jeszcze “Klikaj zanim pomyślisz i miej pretensje do innych” :)

* Pozdrowienia dla użytkowników Wykopu :)

Trudna miłość

czwartek, 14. luty 2008.

Z okazji kolejnego święta handlowców prezydent Wielkiego Imperium Euroazji Rosyjskiej postanowił przekazać nam prezent o wiele bardziej wartościowy niż grająca kartka, bo szczerszy i zapadający w pamięć. Otóż były szpieg KGB, zdolny dyplomata i znawca narodu polskiego uraczył nas kolejną “sympatyczną” groźbą. Niestety dla niego, tych gróźb nie sposób już traktować poważnie, bo są zbyt częste i zbyt mało wyrafinowane, więc każdą kolejną powinniśmy odbierać jako akt pamięci o dzielnym narodzie polskim. A Rosjanie pamiętają, pamiętają mocno!

Niestety, nawet gdybyśmy chcieli puszczać owe pogróżki koło uszu, nie możemy… Media w poszukiwaniu sensacji, nie odpuszczą żadnej okazji, by naród walecznych kawalerzystów, którzy konno w stanie są atakować czołgi, a pieszo, w odpowiedniej przewadze, dewastować przystanki, zastraszyć.

Putin jak zwykle – po raz kolejny burknął coś o tarczy antyrakietowej i o tym, czego to oni nie zrobią, żeby nie powstała. Tym razem niestety był najwyraźniej po dłuższej degustacji wody kartoflanej, bo z kreatywnością było u niego na bakier. Nie postarał się i postanowił powtórzyć po swoim generale siejącą popłoch wśród polskiego pospólstwa wiadomość o tym, że w przypadku wybudowania w kraju nad Wisłą sławetnej tarczy, rakiety Imperium zostaną wycelowane w nasze terytorium.

Niby nic, ale dla najważniejszych portali, telewizji, rozgłośni i z pewnością jutrzejszych gazet, temat nie do przemilczenia.

Ale zastanówmy się, jaki sens ma nagłaśnianie takich pogróżek?

Rakiety którymi Rosja chce nas zastraszyć, to systemy mimo tego, że niekoniecznie najnowocześniejsze, ale jednak zapewniające bezpieczeństwo naszemu odwiecznemu sąsiadowi. W razie konieczności muszą i mogą być one wycelowane w dowolny punkt na świecie w kilkanaście minut. Więc w czym rzecz i o co całe zamieszanie? Przecież mogą to zrobić, niezależnie od powodu i bez informowania nas o tym fakcie. Rosyjscy “tawariszcze” to wiedzą, polscy specjaliści od obronności również… Dlaczego więc Putin zawraca sobie głowę i grozi nam takimi banałami? Przecież nie będą one miały wpływu na jakiekolwiek decyzje związane z tarczą, a podejmowane w Polsce. Dla MON taka pogróżka to tak, jakby zagrozić nam, że w przypadku wyposażenia każdego polskiego żołnierz w kamizelkę kuloodporną, każdy rosyjski żołnierz otrzyma dodatkowy przydział ostrej amunicji do swojego Kałasznikowa.

No i co z tego? Czy w takiej sytuacji powinniśmy zrezygnować z kamizelek?

Tak samo jest z tarczą.

No, ale Polska to Polska, my rządzimy się nie tylko prawami rozumu, ale i prawami motłochu. Wystarczy, że kilka większych instytucji medialnych nagłośni sprawę i w Polsce panika murowana. A do spanikowanych trudno przemawiać racjonalnymi argumentami. I już opinia publiczna ma wpływ na to, czy systemy tarczy rakietowej zostaną u nas rozlokowane, czy nie. A Rosjanom przecież tylko o to chodzi! Jak nie drzwiam, to oknem! Swój cel muszą osiągnąć.

Dwa, że zamiast rozmów w mediach o tym, dlaczego Rosjanie nam grożą, prowadzonych w atmosferze wielkich sensacji (Rosjanie nam grożą – też mi sensacja!) , powinniśmy prowadzić rozmowy informujące nas dlaczego nasi sąsiedzi tak bardzo tarczy u nas nie chcą i jaki mają w tym interes. Powinniśmy też zapytać, dlaczego Rosjanie nie przedstawią żadnego poważnego argumentu w tej sprawie, posługując się ciągle typową dla siebie demagogią.

Jeżeli tak miłują pokój, coż im ta tarcza przeszkadza? Owszem, mogą podpierać się argumentem, że globalny system obrony USA, to system ograniczający potencjał militarny Rosji. Z tym że, dlaczego Polsce akurat ograniczenie potencjału Rosji, która od zawsze jest nam wroga, miałoby zaszkodzić?

Ale oni wiedzą co robią – zaszczepili już w nas błędną świadomość, że tarcza może realnie zagrażać Caratowi Putinowskiemu, przez co, znając historię, oczywiście, boimy się!

A jak działa tarcza? Przecież to nic więcej, niż system rakiet przechwytujących. Żadnego ataku tym przeprowadzić nie można, chyba, że jedna z takich rakiet spadnie Putinowi na łeb i nabije mu guza. Rakiety tarczy nie przenoszą ŻADNYCH ładunków – ich działanie polega na strącaniu rakiet wrogich za pomocą pędu i siły uderzenia. Nie różnią się techniką ataku od porządnie rzuconego kamienia.

Do tego typowy Polak myśli, że takie strącenie rakiety zakończy się wielkim wybuchem w powietrzu, który w przypadku głowic atomowych zafunduje nam solidny promieniotwórczy deszczyk, lub siłą wybuchu zmiecie Bóg wie jeden co. Prawda jest taka, że współczesne rakiety wyposażone są w skomplikowane zapalniki, które powodują wybuch przenoszonego materiału tylko w określonych warunkach, a i przeważnie miejscu i czasie. Do tego, zanim cokolwiek na nas spadnie, prawdopodobnie spłonie w atmosferze. Ale nie! My się boimy!

A dlaczego się boimy? Przez doświadczenia empiryczne! W końcu kiedy typowy rodak na jakiejś wsi znajdzie dużo łatwiejszy do zdetonowania niewybuch z minionej wojny, to co mu tam, piłka w ruch, trzeba zobaczyć co jest w środku. A potem tragedia. I boimy się!

Do tego zastanówmy się, czy taka tarcza nie zagwarantuje nam bezpieczeństwa w o wiele praktyczniejszy sposób niż niejeden traktat, czy papierkowy sojusz. Co jak co, ale dzięki Francuzom i Anglikom, powinniśmy już doskonale wiedzieć, ile takie papierki znaczą…

NATO przeżywa kryzys, na siły UN nie ma co liczyć, bo te nie angażują się w konflikty zbrojne, chyba, że po złej stronie (patrz wsparcie dla Kosova przeciwko broniącej niepodległości Serbii), a nasza armia jaka jest, wszyscy wiemy…

Tarcza to dla nas realny punkt zaczepienia w świecie obronności, i to gwarantowany przez militarne mocarstwo! Każdy atak na Polskie terytorium, czy na element tarczy, Amerykanie będą musieli odbierać jako atak na ich systemy obronne! Tu nie będzie dużo do gadania, myślenia – atakujesz Polskę, atakujesz USA. Żaden papierek świata nie zapewni nam tego, co może zapewnić tarcza. I tak naprawdę bez znaczenia są wszelkie dyskusje na temat tego, co USA da nam za rozmieszczenie elementów tarczy w Polsce, ile na tym zarobimy, dlaczego mamy znowu iść na rękę Stanom Zjednoczonym itd. Tu chodzi o nasze przyszłe bezpieczeństwo.

A Rosjanie o tym wiedzą i dlatego tak głośno lamentują. Wiedzą, że budowa tarczy przenosi stosunki militarne pomiędzy USA a Polską o szczebel wyżej, co najwyraźniej z jakiegoś powodu nie jest im na rękę. I boję się myśleć dlaczego…

Niestety, czasem trzeba podejmować niewygodne decyzje, czasem trzeba się komuś narazić, żeby zadbać o własny interes. Nawet, jeżeli tym kimś ma być grzmiąca Rosja.

Szkoda tylko, że polskie media, kiedy naprawdę powinny, nie potrafią opowiedzieć się po właściwej stronie.

Obyśmy nie zapłacili za to wysokiej ceny.

Poli-media

wtorek, 12. luty 2008.

Media i polityka stały się we współczesnej Polsce dziwnym pasożytniczym symbiontem – nienawidzą się nawzajem, a jednak zdają się stanowić dla siebie wzajemną pożywkę. Wzajemnie przenikające się strefy wpływu sprawiają, że popularne dziś dla mediów określenie IV-władzy (po ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, dla mniej rozgarniętych) nabiera dosłownego, politycznego znaczenia.

Naturalną karmą dla mediów są negatywne informacje i sensacja (bad news is a good news – zła wiadomość to dobra wiadomość, jak to mówią) , natomiast naturą istnienia polityka w przestrzeni społecznej, jest jego aktywność medialna (czy ktoś łudzi się jeszcze, że popularność danego posła czy ministra zależy od jego nakładów pracy zmierzających do poprawy stanu państwa?). Tak toksyczny związek ma bardzo negatywny wpływ nie tylko na rozwój, w tym przypadku, Polski, ale również na nastroje społeczne, czego niejednokrotnie doświadczamy. Jednakże jest to tylko tajemnicą poliszynela, żadna to nowość dla świadomej społecznie jednostki.

Problem polega na tym, że trujące opary takiej działalność polityczno-medialnej, odczuwane przez nas bez ustanku, zamiast rozpływać się w atmosferze, zaczynają w wyniku ich wzrastającej gęstości tworzyć nowe, równie szkodliwe (a może nawet i bardziej) związki. Wiele z nich uznaliśmy już za normalność, będącą niekwestionowanym gruntem dla innych ocen i osądów wpływających na opinię Polaków.

Ale żeby nie teoretyzować za bardzo, bo moje myśli krążą ostatnio niebezpiecznie w okolicach filozofii, parę przykładów.

Otóż przyjęliśmy już za absolutną normę (podstawowe wyziewy poli-medialne), że parlamentarzyści nie są naszymi reprezentantami (mimo pośredniego wpływu na ich wybór) i nie działają na naszą korzyść, dbając jedynie o własne interesy. Tutaj nie bez znaczenia jest fakt, że media koncentrują się tylko na błędach, potknięciach, przestępstwach, lekko traktując (lub nie traktując o nich wcale) tematy pozytywne, sukcesy, drobne osiągnięcia, wszystko to, co drobnymi kroczkami zmienia Polskę na lepsze. W najlepszym wypadku, wszelkie sukcesy odnoszone są do porażek, co w powszechnym rumorze pozwala zabłysnąć byle dziennikarzowi elokwencją i dowcipem (stąd te wszystkie uszczypliwe komentarze, na koniec materiałów w mediach elektronicznych).

Normą jest też to, że w polityce przestała liczyć się efektywność działania, zdecydowanie ustępująca pola efektowności działania. Im głośniej, im bardziej kolorowo, im więcej migających fleszy towarzyszących politykom o zdrowej opaleniźnie (niekoniecznie Samoobrony), tym lepiej. Przecież nie możemy pozwolić, aby widz, słuchacz, czy czytelnik się nudził. Przecież żmudne analizy projektów z ław sejmowych są takie nudne. Za to zdjęcia “wielkich skandali” lub “wielkich porażek” (to akurat bez znaczenia, byle były “wielkie”) sprzedadzą się o wiele lepiej.

Symbioza zacieśnia się – media bez polityków w Polsce żyć nie mogą (bo “polityk” w mediach jest dzisiaj bezsprzecznie synonimem, czy desygnatem “polityki” – nie, jak to powinno być w kraju bardziej doświadczonym medialnie i demokratycznie, gdzie desygnatem “polityki” są namacalne osiągnięcia). Trudno dzisiaj znaleźć duży portal informacyjny, w którym większość zakładki poświęconej krajowi nie zajmowałyby informacje polityczne. Jakby innych wydarzeń w Polsce nie było… Trudno obejrzeć lub wysłuchać serwisu informacyjnego, w którym informacje ze świata nie byłyby informacjami złożonymi w większości ze świata polityki. Wydawcy robią swoje i tak symbiont karmi się nawzajem…

Natomiast wspomniane toksyczne wyziewy świata polityczno-medialnego, do których już przywykliśmy, zaczynają generować inne, do których na zasadzie kontynuacji przywykamy równie łatwo. Przykładowo, w Polsce bycie parlamentarzystą jest grzechem, wadą, przywarą, a nie jak to powinno być – powodem do dumy, wielkim honorem i namaszczeniem społecznym. U nas reprezentant polityczny kraju nie zasługuje na szacunek. W krajach bardziej doświadczonych i zaawansowanych, stosunek podobnych poglądów per capita jest o wiele mniejszy. Zdarza się nawet (o dziwo!) usłyszeć słowa pochwały, czy aprobaty dla działań polityków, nawet w kontrowersyjnych, czy niepopularnych kwestiach. Ale tam ludziom media pozwalają myśleć samodzielnie, a i politycy nie narzucają nachalnie swoich opinii. W odniesieniu do niedawnych sytuacji, naprawdę, niewiele jest krajów na świecie, które aprobowałyby społecznie wyciąganie na jaw tajemnic służb specjalnych (nawet tych gorszących), uważając takie działania, za sabotaż pracy wewnętrznej państwa. Ale tam słowo “państwo” potrafi wywoływać pozytywne konotacje, co u nas jest nie do pomyślenia!

Powszechnym staje się u nas również wypieranie się Polskości (w imię czego? chwilowego przyklasku co głupszych?), które jest niczym innym, jak tylko reakcją na przesycanie nas negatywnymi informacjami przez niepotrafiące zbliżyć się do obiektywizmu, a muszące wyżyć w komercyjnym świecie media. To niestety jest nasza wina, bo serwuje się nam to, czego sobie życzymy. A że nie znamy pozytywnych wzorców informacyjnych, staramy się nie eksperymentować z “nieznanym”. Zresztą, dzisiaj popularnym jest bycie “anty”, ale to inny temat.

Od tego wyziewu tworzy się inny toksyczny, chemiczny związek poli-medialny – wsparcie dla wszelkich działań ośmieszających Polskę. Gdziekolwiek w zachodnich mediach pojawi się wzmianka ukazująca nas w negatywnym świetle – niekoniecznie prawdziwie, bo tylko co do takich mam obiekcje, a niestety jest ich wiele – lub wręcz szydząca z nas, zaraz pojawia się tłum polskich klakierów półgłówków, którzy mając zakorzenioną w sobie głęboką potrzebę akceptacji, są gotowi pluć na własną flagę, byleby być “cool” w oczach zachodniej braci. Nie posuwajmy się w skrajności – można być krytycznym w wielu kwestiach dotyczących nas samych, jednakże bądźmy choć na tyle rozsądni, ze jeżeli nie znamy sprawy, to nie wypowiadajmy się. Czasami łatwo jest kiwnąć głową, tylko zwróćmy uwagę, czy nie kiwamy własnemu katu.

Wiele podobnych wytworów poli-medialnych obserwujecie każdego dnia sami, i pewnie niejeden już zagrał wam na nerwach i zdrowym rozsądku. Takich tworów są tysiące, jednakże nie da się ich zauważyć, jeżeli podchodzi się z ufnością do wszystkiego co do nas dociera, lub nie spojrzy na te sprawy z dalekiej perspektywy, pozwalającej uciec od dogmatycznej wszechobecnej opinii publicznej (tu akurat pozytywną rolę może odegrać chwilowa emigracja). Ile jest takich paradoksów, które drażnią was na co dzień, ale uznajecie je za normalne i tak twardo osadzone w świadomości publicznej, że nawet nie próbujecie z nimi walczyć w najbliższym otoczeniu?

Widzę ich całe mnóstwo. Nie potrafię zetknąć się z żadnym serwisem informacyjnym, czy publicystyką, skierowanymi do szerokiej publiczności, by nie natknąć się na tendencyjne zachowania. Tendencje tak boleśnie, że aż prowokujące do myślenia. Często chowają się pod postacią skrzętnie przemyconych pod osłoną inteligencji sarkazmów. Często pojawiają się w rzekomo obiektywnych, bezstronnych komentarzach. Często wynikają z prostych dziennikarskich zabiegów zestawiania ze sobą wybranych faktów. “Często” to słowo decydujące o ich sile.

Często, mnogo, poli…

Historia spiskowa

poniedziałek, 4. luty 2008.

Teorie spiskowe są stare jak ludzkość. Kojarzą nam się z frustratami, którzy szukając w życiu jakiegoś celu zaczęli posuwać się niebezpiecznie w stronę obłędu. I niestety często tak właśnie było, przez co wyrobili profesji tropicieli spisków złą renomę.

Problem polega jednak na tym, że typowi wielbiciele teorii spiskowych są osobami, wobec których nie można przejść obojętnie. W stosunku do przeciętnego obywatela, wyróżniają się jakąś pasją, która kultywują z chorym wręcz zapałem. Są aktywni, ich umysły pracują nieustannie… Czasem sie przegrzewają, tworzą jakieś fanatyczne wizje, ale czasem rzucają światło na sprawy, które, wydawałoby się, są już zamknięte. W najgorszym przypadku przyspieszają okres karencji historycznej, po której różne brudne sprawki (bo te głównie zaprzątają ich czas) wychodzą na jaw.

Dawniej o solidną teorię spiskową było trudniej, a zarazem łatwiej. Dlaczego?

Dlatego, że w dzisiejszym czasie, obieg informacji mainstreamowych mediów jęst tak obszerny, że obejmuje prawie każdą, najdrobniejszą dziedzinę życia, nauki, polityki, czy religii. Tym samym więcej jest możliwości manipulacji, a jednocześnie wrzawa fałszywych alarmów teoretyków spiskowych jest częstsza. Dawniej, kiedy obieg informacji był mniejszy, mniej było tematów, które wzbudzały kontrowersje. Ale jednocześnie ranga mediów była wyższa, słowo prasy było jak wyryte w kamieniu, przez co ludzie wyrabiali w sobie nowy, nieznany im dotąd odruch bezwarunkowy – ufność medialna. I tak kultywowane przez dziesiątki lat nawyki zaczynały być wpajane nawet najmłodszym, zwalniając ich z obowiązku samodzielnego myślenia i poszukiwania prawdy.

Ale jak ze wszystkim w naturze, w pewnym momencie musi nastąpić przesilenie, które zacznie odwracać ten proces. A potem znowu… I znowu… Historia, ze względu na swą ciągłość, nie lubi o tyle się powtarzać, co płynąć rytmem sinusoidy. Od ufności do nieufności, w tym przypadku.

Kto z nas podważa dzisiaj wiarygodność podawanych nam informacji? Nieliczny ułamek społeczeństwa. Reszta, lubi w poczuciu wyższości (wiadomo, w grupie raźniej, w mnogości siła) wyszydzać tych, którzy nie są tak ufni, i chcą myśleć samodzielnie. Wiadomo, nie każdemu takie myślenie wychodzi, ale każda próba czegoś nas uczy. Niektórzy, co słabsi psychicznie, po jakimś czasie dają sobie spokój, opatrując w medialnej papce spokoju ducha. Inni, zamieniają się w tych, o których mówi się, że są oszołomami. W najlepszym przypadku, ich poglądy określa się jako “kontrowersyjne”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza “debilne”.

Jednak, czy możemy skazywać na izolację społeczną tych, którzy nie zgadzają się z ogółem? Historia wiele razy udowodniła, że to, co w jednej chwili było uważane za prawdę, po kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu latach było godną politowania mistyfikacją, mającą na celu krycie czyichś interesów (przykładem może być demonizowana inkwizycja, zbrodnia katyńska, przyczyny wojny w Wietnamie, czy Iraku, ataku UN na Serbię, a nawet absurdy tak daleko posunięte jak w sławetnym Iranie, gdzie do dziś negują Holocaust) . Nie zmienia to jednak faktu, że w owych czasach ludzie znający prawdę, byli uważani za oszołomów i robiono wszystko, by utrudnić im życie.

Niezmiennie, dziś wciąż dzieje się to samo – nie trzeba zagłębiać się w wielkie teorie spiskowe, aby móc stwierdzić, że media kłamią. Tylko co to znaczy? Że istnieje jakaś loża zakapturzonych postaci, które sterują światem (kto wie, może istnieje…)? Czy może przyczyny posądzania media o kłamstwo są inne?

Jedną prawdę przemilczy się, bo jest ona niekorzystna dla ludzi związanych z danym medium, inne fakty zostaną wyolbrzymione, tak by stworzyć iluzję, która pozwoli wypracować jakieś konkretne, popularne wśród odbiorców, zdanie w danej dziedzinie. Gdzie indziej pewne tematy będą poruszane, inne marginalizowane. Jakiś dziennikarz, zmęczony 12-godzinną pracą dzień w dzień przeoczy, lub pominie fakt, który może mieć istotny wpływ na obraz sytuacji, byleby tylko zdążyć odebrać dziecko z przedszkola… Inny lekko nagnie materiał do własnych poglądów.

Przyczyny mogą być rożne, mniej lub bardziej ludzkie, mniej lub bardziej interesowne.

Ale tak rodzą się przekłamania, które mogą mieć dramatyczne skutki.

Ile dzisiaj kontrowersji wokół ataków na WTC? Ile niewyjaśnionych zjawisk, faktów tak logicznych, jak to, że słońce wstaje rano, a tak niepopularnych, bo odmiennych od podanej raz, parę lat temu wersji, do której społeczeństwo zdążyło się przyzwyczaić.

Ile jest takich tematów, których obraz na dzień dzisiejszy wydaje sie ukształtowany, a za lat 20. może być zupełnie inny?

Cala nadzieja w tych, którzy zanim uwierzą na słowo, pomyślą.

Myślenie jest trudne, bo jesteśmy przyzwyczajani do lenistwa umysłowego. Łatwiej obejrzeć w TV program rozrywkowy, telenowelę, film, niż cykl dokumentalny, czy publicystykę (jeżeli już w ogóle musimy coś w TV oglądać). Lubimy, kiedy odpowiedzi podane są na talerzu, a najlepiej, kiedy pytania nie są zadawane wcale. Nie musimy wtedy takich odpowiedzi szukać, ale rzadko kiedy zastanawiamy się, kto nam ten talerz podaje i dlaczego. I co najważniejsze, jaki może mieć w tym interes. Messenger is the message – stara dziennikarska prawda.

Dlatego warto czasem wytężyć główkę i postarać się zrozumieć świat, który nas otacza. Bo może okazać się, że wbrew wielu, to my mamy racje.

A wtedy spiskowa teoria przekuta zostanie spiskową historię.