Z okazji kolejnego święta handlowców prezydent Wielkiego Imperium Euroazji Rosyjskiej postanowił przekazać nam prezent o wiele bardziej wartościowy niż grająca kartka, bo szczerszy i zapadający w pamięć. Otóż były szpieg KGB, zdolny dyplomata i znawca narodu polskiego uraczył nas kolejną “sympatyczną” groźbą. Niestety dla niego, tych gróźb nie sposób już traktować poważnie, bo są zbyt częste i zbyt mało wyrafinowane, więc każdą kolejną powinniśmy odbierać jako akt pamięci o dzielnym narodzie polskim. A Rosjanie pamiętają, pamiętają mocno!
Niestety, nawet gdybyśmy chcieli puszczać owe pogróżki koło uszu, nie możemy… Media w poszukiwaniu sensacji, nie odpuszczą żadnej okazji, by naród walecznych kawalerzystów, którzy konno w stanie są atakować czołgi, a pieszo, w odpowiedniej przewadze, dewastować przystanki, zastraszyć.
Putin jak zwykle – po raz kolejny burknął coś o tarczy antyrakietowej i o tym, czego to oni nie zrobią, żeby nie powstała. Tym razem niestety był najwyraźniej po dłuższej degustacji wody kartoflanej, bo z kreatywnością było u niego na bakier. Nie postarał się i postanowił powtórzyć po swoim generale siejącą popłoch wśród polskiego pospólstwa wiadomość o tym, że w przypadku wybudowania w kraju nad Wisłą sławetnej tarczy, rakiety Imperium zostaną wycelowane w nasze terytorium.
Niby nic, ale dla najważniejszych portali, telewizji, rozgłośni i z pewnością jutrzejszych gazet, temat nie do przemilczenia.
Ale zastanówmy się, jaki sens ma nagłaśnianie takich pogróżek?
Rakiety którymi Rosja chce nas zastraszyć, to systemy mimo tego, że niekoniecznie najnowocześniejsze, ale jednak zapewniające bezpieczeństwo naszemu odwiecznemu sąsiadowi. W razie konieczności muszą i mogą być one wycelowane w dowolny punkt na świecie w kilkanaście minut. Więc w czym rzecz i o co całe zamieszanie? Przecież mogą to zrobić, niezależnie od powodu i bez informowania nas o tym fakcie. Rosyjscy “tawariszcze” to wiedzą, polscy specjaliści od obronności również… Dlaczego więc Putin zawraca sobie głowę i grozi nam takimi banałami? Przecież nie będą one miały wpływu na jakiekolwiek decyzje związane z tarczą, a podejmowane w Polsce. Dla MON taka pogróżka to tak, jakby zagrozić nam, że w przypadku wyposażenia każdego polskiego żołnierz w kamizelkę kuloodporną, każdy rosyjski żołnierz otrzyma dodatkowy przydział ostrej amunicji do swojego Kałasznikowa.
No i co z tego? Czy w takiej sytuacji powinniśmy zrezygnować z kamizelek?
Tak samo jest z tarczą.
No, ale Polska to Polska, my rządzimy się nie tylko prawami rozumu, ale i prawami motłochu. Wystarczy, że kilka większych instytucji medialnych nagłośni sprawę i w Polsce panika murowana. A do spanikowanych trudno przemawiać racjonalnymi argumentami. I już opinia publiczna ma wpływ na to, czy systemy tarczy rakietowej zostaną u nas rozlokowane, czy nie. A Rosjanom przecież tylko o to chodzi! Jak nie drzwiam, to oknem! Swój cel muszą osiągnąć.
Dwa, że zamiast rozmów w mediach o tym, dlaczego Rosjanie nam grożą, prowadzonych w atmosferze wielkich sensacji (Rosjanie nam grożą – też mi sensacja!) , powinniśmy prowadzić rozmowy informujące nas dlaczego nasi sąsiedzi tak bardzo tarczy u nas nie chcą i jaki mają w tym interes. Powinniśmy też zapytać, dlaczego Rosjanie nie przedstawią żadnego poważnego argumentu w tej sprawie, posługując się ciągle typową dla siebie demagogią.
Jeżeli tak miłują pokój, coż im ta tarcza przeszkadza? Owszem, mogą podpierać się argumentem, że globalny system obrony USA, to system ograniczający potencjał militarny Rosji. Z tym że, dlaczego Polsce akurat ograniczenie potencjału Rosji, która od zawsze jest nam wroga, miałoby zaszkodzić?
Ale oni wiedzą co robią – zaszczepili już w nas błędną świadomość, że tarcza może realnie zagrażać Caratowi Putinowskiemu, przez co, znając historię, oczywiście, boimy się!
A jak działa tarcza? Przecież to nic więcej, niż system rakiet przechwytujących. Żadnego ataku tym przeprowadzić nie można, chyba, że jedna z takich rakiet spadnie Putinowi na łeb i nabije mu guza. Rakiety tarczy nie przenoszą ŻADNYCH ładunków – ich działanie polega na strącaniu rakiet wrogich za pomocą pędu i siły uderzenia. Nie różnią się techniką ataku od porządnie rzuconego kamienia.
Do tego typowy Polak myśli, że takie strącenie rakiety zakończy się wielkim wybuchem w powietrzu, który w przypadku głowic atomowych zafunduje nam solidny promieniotwórczy deszczyk, lub siłą wybuchu zmiecie Bóg wie jeden co. Prawda jest taka, że współczesne rakiety wyposażone są w skomplikowane zapalniki, które powodują wybuch przenoszonego materiału tylko w określonych warunkach, a i przeważnie miejscu i czasie. Do tego, zanim cokolwiek na nas spadnie, prawdopodobnie spłonie w atmosferze. Ale nie! My się boimy!
A dlaczego się boimy? Przez doświadczenia empiryczne! W końcu kiedy typowy rodak na jakiejś wsi znajdzie dużo łatwiejszy do zdetonowania niewybuch z minionej wojny, to co mu tam, piłka w ruch, trzeba zobaczyć co jest w środku. A potem tragedia. I boimy się!
Do tego zastanówmy się, czy taka tarcza nie zagwarantuje nam bezpieczeństwa w o wiele praktyczniejszy sposób niż niejeden traktat, czy papierkowy sojusz. Co jak co, ale dzięki Francuzom i Anglikom, powinniśmy już doskonale wiedzieć, ile takie papierki znaczą…
NATO przeżywa kryzys, na siły UN nie ma co liczyć, bo te nie angażują się w konflikty zbrojne, chyba, że po złej stronie (patrz wsparcie dla Kosova przeciwko broniącej niepodległości Serbii), a nasza armia jaka jest, wszyscy wiemy…
Tarcza to dla nas realny punkt zaczepienia w świecie obronności, i to gwarantowany przez militarne mocarstwo! Każdy atak na Polskie terytorium, czy na element tarczy, Amerykanie będą musieli odbierać jako atak na ich systemy obronne! Tu nie będzie dużo do gadania, myślenia – atakujesz Polskę, atakujesz USA. Żaden papierek świata nie zapewni nam tego, co może zapewnić tarcza. I tak naprawdę bez znaczenia są wszelkie dyskusje na temat tego, co USA da nam za rozmieszczenie elementów tarczy w Polsce, ile na tym zarobimy, dlaczego mamy znowu iść na rękę Stanom Zjednoczonym itd. Tu chodzi o nasze przyszłe bezpieczeństwo.
A Rosjanie o tym wiedzą i dlatego tak głośno lamentują. Wiedzą, że budowa tarczy przenosi stosunki militarne pomiędzy USA a Polską o szczebel wyżej, co najwyraźniej z jakiegoś powodu nie jest im na rękę. I boję się myśleć dlaczego…
Niestety, czasem trzeba podejmować niewygodne decyzje, czasem trzeba się komuś narazić, żeby zadbać o własny interes. Nawet, jeżeli tym kimś ma być grzmiąca Rosja.
Szkoda tylko, że polskie media, kiedy naprawdę powinny, nie potrafią opowiedzieć się po właściwej stronie.
Obyśmy nie zapłacili za to wysokiej ceny.