Nadszedł dzień doczesnej chwały. Stałem się mężczyzną. Prawdziwym. Dojrzałość znalazła swoje biologiczne potwierdzenie. 24-lata czekałem na próżno, straciłem wiarę, tworzyłem teorie o kolejnych progresach ewolucyjnych ludzkiej rasy, ale przedwcześnie… W końcu stało się.
Niespodziewanie. Przed łazienkowym lustrem. W trakcie golenia…
Pojawił się ON.
Na początku nie wierzyłem, dotykałem palcem, jak biblijny Tomasz. Ale on wciąż tam był. To nie był poranny majak. To nie były resztki snu o [potędze przeniesione na rzeczywistość doczesną. To nie były pozostałości biologicznej aktywności mojej głowy. To było cielesne uosobienie prawdy.
Mój pierwszy włos na klacie.
...
[Miejsce na chwilę zadumy i uczczenie tej chwili - zachowajcie powagę proszę]
…
Całe życie przygotowywałem się do roli bezwłosego produktu ewolucyjnego. Myślałem, że to kolejny stopień – forma reakcji organizmu na pola elektromagnetyczne dominujące w miejskiej przestrzeni… Myliłem się.
Całe życie bez pojedynczego włosa na moim pięknym, umięśnionym, tętniącym życiem torsie. Żadnego na wyrzeźbionych przez sam geniusz natury atlasowych plecach.
A wszystko to uległo zmianie, z prędkością przeradzania się letniej burzy w słoneczny ciepły dzień.
Pokątnie zazdrościłem portowym marynarzom ich powodzenia u kobiet. Wiedziałem, czemu je zawdzięczają, nie byłem w końcu ślepy. Marynarze mają tylko dwie cechy wspólne – dziewczyna w każdym porcie jest jedną z nich. Drugą z pewnością wydedukujecie sami.
Zazdrościłem dyskotekowym latynosom w siateczkowych koszulkach, pod którymi krył się moherowy gąszcz. Zazdrościłem i przyglądałem się ze zdumieniem big-brotherowym samcom golącym swoje zniewieściałe torsy. Zazdrościłem Janosikowi, zazdrością halnego barana, który marzył zimą o futrze tak gęstym jak te, które porastało naszego dzielnego zbója. Zazdrościłem…
Już więcej nie muszę. Dołączyłem do klubu, a moją przepustką jest piękne, czarne, lśniące stworzenie, które wykiełkowało ze mnie, jak wiosenny przebiśnieg z Matki Ziemi.
Ale tak jak przebiśnieg, muszę otoczyć go opieką i ochroną. Nieświadom zagrożeń czających się z każdego zakamarka tego nędznego świata dopuściłem dzisiaj do sytuacji, do jakiej nie dopuściłby żaden poważny ojciec. Do sytuacji zagrożenia swojego dziecięcia.
Zostałem napadnięty.
ON został napadnięty.
Ale przetrwał, dzięki mądrości i szybkości reakcji swojego stwórcy.
Popełniłem błąd, który mógł kosztować mnie życie mojego pierworodnego. Zaufałem kobiecie…
Ufny w empatyczne skłonności jednej z bliskich mi niewiast, wyruszyłem w drogę do uświadomienia świata o moim szczęściu. I wtedy dokonano zamachu. Niewiasta targnęła się na życie mojego keratynowego przyjaciela. Próbowała wykorzenić jego istnienie za pomocą swoich zwinnych palców.
Ale moje nogi okazały się zwinniejsze, a refleks żywszy. Ocaliłem go.
Co spowodowało zamach…?
Zazdrość? Nienawiść? Fakt wymuszonego obudzenia by zademonstrować swoje poranne odkrycie?
Niezbadane są wyroki kobiet.
Co było minęło, zostało wybaczone – teraz, kiedy podjąłem się nowej roli w swym życiu, nienawiść musi zejść na boczny tor.
Podziwiajcie. Gratulacje pod postem proszę. Tylko bez żartów.
Moja dwucentymetrowa duma ;]
[Ta pionowa kreska lekko na lewo od strzałki - wytłumaczenie dla upośledzonych wzrokowo]
Tags: hormonalny przebiśnieg, jak stać się mężczyzną, synonim męskości

Środa, 30. kwiecień 2008. @ 0:41
Skoro to takie dla Ciebie ważne to gratulacje.. nie doszukuj się zależności między włosami na klacie a powodzeniem u kobiet.. no chyba, że te zbyt obfite owłosienie na plecach i klacie mogą odstraszać delikatnie mówiąc.. powinienneś się cieszyć, że tak masz, wielu panów musi się depilować by mieć taki efekt:)
Środa, 30. kwiecień 2008. @ 8:12
Staaaaryyy, kolejny wpis to pewnie będzie o twoim pierwszym prawdziwie męskim klocku…. ;]
A w aparacie to można zrobić zdjęcie makro :P
Środa, 30. kwiecień 2008. @ 21:49
Potraktowałeś ten wpis na poważnie?
Pamiętaj, Maćku… Twoje neandertalskie owłosienie, nie obliguje cię do neandertalskiego sposobu myślenia.
Czyżby ewolucja poskąpiła Ci poczucia humoru na rzecz dodatkowej futrzanej powłoki? ;]
Zdjęć makro nie da się robić bez odpowiedniego oświetlenia zewnętrznego, profesjonalisto… Chyba, że lubisz hardcore i błysk flesza na obiekt z odległości 5 cm. Powodzenia.
czwartek, 1. maj 2008. @ 10:27
Lepiej żebyś nie wiedział o czym pomyślałem jak przeczytałem tytuł “dwucentymetowa duma”. Tyle tylko, że z dwóch centymetrów naprawdę dumnym być nie można.
czwartek, 1. maj 2008. @ 18:18
Ja tam i z tamtych dwóch centymetrów jestem dumny… ;]
piątek, 2. maj 2008. @ 17:28
Kolego kolego, to widzę że ty nie zrozumiałeś że ja zrozumiałerm i sie z tego nabijam….. ;)
a ty mi tu o makro nie piernicz
, bo mogłeś tylko ci się nie chciało [albo nie umiałeś...] i teraz mydlisz oczy czytelnikom…
jakoś bez problemu zrobiłem sobie przed chwilą makro dżungli na moim przedramieniu… popatrz i pozazdrość w galerii:
http://picasaweb.google.pl/maciej.rynarzewski/MAKRODlaNiedowarka
niech wielce szanowni czytelnicy sami ocenią…..
piątek, 2. maj 2008. @ 17:37
wow
piątek, 2. maj 2008. @ 17:41
Makro na małpach inaczej się robi… ;]
Wyobraź sobie, że próbowałem wtedy zrobić makro tego włosa, ale przy świetle jednej jarzeniówki na suficie, po zmroku, mój aparat odmawia ostrych zdjęć bez flesza. A z fleszem z tej odległości każde zdjęcie wygląda jak wybuch supernovej. Skończyło się na wykadrowaniu zwykłego zdjęcia w wysokiej rozdzielczości.
I nie strasz mi już odwiedzających… ;]
piątek, 2. maj 2008. @ 17:57
Ależ ja się nie wystraszyłam, wole Twego jednego włosa niż gąszcz kolegi:)