Danie obiadowe.
Czas przygotowania: 20 min.
Składniki – Ilość:
- Makaron do spaghetti – piącha;
- Mięso mielone – kawał;
- Sos do spaghetti – docelowo pół słoika;
- Ketchup – pół szklanki;
- Ser żółty – docelowo starkować mały kopczyk;
- Jaja – 3 sztuki;
- Majonez – ile się da nabrać widelcem ze słoika, ale bez przesady;
- Pieczywo tostowe – 2. kromki;
Sposób przygotowania:
Wyjmujemy mięso mielone, dojrzewające od trzech dni leży w lodówce. Zapowiada się danie gourmet. Na patelnię wrzucamy uprzednio przygotowana porcję. Czekamy aż zacznie skwierczeć. W tym czasie do średniej wielkości garnka wrzucamy makaron [nie wolno łamać!] i zalewamy uprzednio przygotowaną w czajniku wrzącą wodą. Polewajmy tak, aby makaron zmiękł w połowie długości i dał się wepchnąć w całości do garnka. Mięso zaczyna skwierczeć. Ignorujemy i idziemy po sos Bolognese. W drodze po sos przeżywamy cios w serce. Przypominamy sobie, że cały sos został zużyty, podczas gotowania Spaghetti dwa dni wcześniej. Do sklepu oczywiście jechać po głupi sos nie będziemy. Trzeba podjąć męską decyzję. Mamy ketchup – zrobimy z ketchupem rozcieńczonym wodą.
Mięso zaczyna skwierczeć… I śmierdzieć… Trochę jak… zgniłe mięso. To wzmaga naszą czujność. Zdarzało nam się już jeść zgniłe mięso i pamiętamy, że to nie są pogodne wspomnienia. Podejmujemy szybką decyzję o oględzinach denata, którego zamierzamy spożyć. Odór na nie nie pozwala. Zresztą, mięso było już brązowe, kiedy wylądowało na patelni… Do kosza.
Nie ma mięsa, nie ma sosu…
Trzeba wiedzieć, kiedy opuścić pole bitwy, dla dobra wojny. Przepis na spaghetti trzeba zmodyfikować.
Mamy już gotujący się makaron – z tego nie wolno zrezygnować, bo to marnotrawstwo. Mamy również zamrożoną rybę, warzywa, ryż, jajka, pieczywo. Decyzja wydaje się prosta.
Robimy makaron z jajkami i majonezem.
Wrzucamy jajka do gotowania.
Czekamy, aż się ugotują [10 min]. W tym czasie odcedzamy gotowy makaron. Wyjmujemy ze zlewu połowę makaronu i wyrzucamy.
Zaczynamy kosztować makaronu, który nie wypadł do zlewu. Lekko słodkawy. Jak to się będzie komponowało z majonezem i jajkami…?
Ci z was, którzy mieli ostatnio przyjemność wymiotować, domyślają się zapewne, że powyższy miks nie występuje w przyrodzie.
Druga porażka na tej samej wojnie – “Wojnie obiadowej”, zwanej też “24-letnią”.
Zrezygnowani wrzucamy tosty do opiekacza, obieramy jajka, wyskrobujemy trochę majonezu ze słoika i zabieramy się do konsumpcji.
Ostateczne zwycięstwo! ;]
Tags: Akcja "Pajac" - nakarm głodnego, Gotuj z Frustratem, Restauracja "Emigrant"

czwartek, 24. kwiecień 2008. @ 20:22
No no, uśmiałem się nieźle widząc to “ostateczne zwycięstwo”. No, ale często tak jest też i w życiu – coś planujemy w drobnych szczegolach, a po drodze okazuje sie, ze mamy milion nie przewidzianych przeszkod do pokonania. I nie wszystkie idzie przeskoczyc. Wtedy okazuje sie, ze zrealizowac mozemy ledwie niewielka czesc naszych planow. I pozostajemy z jajkami z majanezem i grzanką.
No i cieszyc sie – ze tylko tyle czy ze az tyle?
To taka nowa wersja szklanki w polowie pustej/w polowie pelnej.
czwartek, 24. kwiecień 2008. @ 20:46
Ciekawa metafizyka obiadowa, Haes… ;]
Ale ja pozostałem z jajkami, majonezem i *dwoma* grzankami – leżą jedna na drugiej…
Czyli znaczy się, że…
Przeważyłem w połowie pełną szklankę ;]
Jak widać, wszystko jest kwestią nastawienia.
czwartek, 24. kwiecień 2008. @ 22:10
Hehe, zaiste wyborne śniadanko. Nie mam nic do jajek w majonezie (w końcu lepsze to od zgniłego mięcha), ale spaghetti to jednak spaghetti.
No nic, pozostaje mi życzyć ci sukcesów przy następnej próbie… i więcej takich optymistycznych postów :D
Pzdr.
czwartek, 24. kwiecień 2008. @ 23:16
Nie mogę pisać zbyt wielu optymistycznych postów. Muszę dbać o image… ;]
P.S. Twój avatar się strasznie wyróżnia. Jesteś jedynym kolorowym, pośród nas. Kolorowi nie są “cool”… ;]
[rasizm niezamierzony...]
piątek, 25. kwiecień 2008. @ 0:00
Owszem, mój awatar strasznie się wyróżnia… na tle stada zwykłych “szaraczków”. ;)
Pzdr
piątek, 25. kwiecień 2008. @ 20:20
To ja dodaje kolejny głos szarego ;]
I przeczytawszy twój tekst to zastanawiam się jak często masz takie pożywne posiłki…. swoją drogą masakra…. ;] co to za życie jak nie można wpierniczyć schabowego, albo gołąbków, albo wielu wielu wielu innych rodzimych specjałów.
A i ten majonez to pewnie nie Kętrzyński tylko jakiś beznadziejny zagramaniczny… Nie tęsknisz za majonezem kętrzyńskim i keczupem włocławek???
piątek, 25. kwiecień 2008. @ 21:28
Hah! Specjalnie nie podawałem marki majonezu, żeby nie promować konkurencji najlepszym majonezom świata: Kętrzyńskiemu i Dekoracyjnemu Winiary. Reszta to tylko nieudane próby…
A i ketchup z Włocławka nie jest mi obcy. Czasem robiąc zakupy w jakiejś sieci, która sprzedaje Polskie produkty udaje mi się zaopatrzyć w powyższe.
A schabowego jak brak tak brak.
Tęsknię… :’(
piątek, 25. kwiecień 2008. @ 21:35
To te trzy baby z którymi mieszkasz nie potrafią zrobić schabowego?:)
piątek, 25. kwiecień 2008. @ 22:00
Dobry, klasyczny schabowy to tajemna sztuka niedostępna szerokiemu gronu , a w szczególności młodym, to są lata praktyk i treningu… zrobić tak żeby nie był twardy i nie dusić za długo żeby panierka nie odłaziła… popularne ostatnio stały sie “schabowe” drobiowe, co prawda łatwiej przyrządzić, ale to tylko marne podróbki klasyki.
A te trzy baby to pewnie nawet jakby umiały to by mu nie przygotowały…. ;]
piątek, 25. kwiecień 2008. @ 22:31
Co ty tam gadasz Maciek. Tzw. schabowe drobiowe – palce lizać :D
piątek, 25. kwiecień 2008. @ 22:37
Heh nie przesadzaj, tajemna sztuka? ja jestem młoda i robię dobre, trudne to nie jest(co prawda rzadko się w to bawie ale jak już to..) najprostszy do zrobienia obiad.
Więc powinien sam się nauczyć tej tajemnej sztuki, skoro taką ma sytuacje i tego mu do szczęścia brak..:p
piątek, 25. kwiecień 2008. @ 23:12
Jedna zrobiła… Raz… O ile dobrze pamiętam… ;]
Rynarz, zapomniałeś, że sztuka robienia prawdziwego schabowego polega też na pełnym wykorzystaniu własnoręcznie wyhodowanej i ubitej świni… ;]
A ty tam się na jakichś odłażących panierkach koncentrujesz. Jak baba…
A schabowe gdybym chciał, to nauczyłbym się robić. Ale nie chcę. Świat ukarałby mnie wtedy za bycie jedyną idealną istotą… ;]
niedziela, 27. kwiecień 2008. @ 13:08
Własnoręcznie wyhodowanej? Własnoręcznie ubitej? Oj, Frustrat, z takimi wymaganiami od życia też pewnie stałbym się frustratem.
niedziela, 27. kwiecień 2008. @ 22:15
Ewentualnie perfekcjonistą… ;]
poniedziałek, 28. kwiecień 2008. @ 7:10
albo amiszem ;]
poniedziałek, 28. kwiecień 2008. @ 9:34
hmm… lekko obrzydliwe… zgniłego mięsa nie sposób nie rozpoznać, powala, krzywi nogi, ręcę i wnętrza…
Dobrze, ze skonczyles jak mezczyzna… z jajami :))
pozdro juz z kraju :)