Zlew niezgody

Środa, 23. kwiecień 2008.

Z przepastnych otchłani serca i umysłu. Tylko dla osób o mocnych nerwach.

Mieszkanie z czterema kobietami to błąd, który odradzam każdemu myślącemu człowiekowi płci męskiej. Panowie, nie róbcie tego nigdy. Tragiczne nieporozumienie, w które człowiek potrafi uwikłać się nie wiadomo jak i nie wiadomo po co. Jeżeli ktoś jest kompletnym masochistą, to proponuję wzbogacenie mieszanki kobiecej o dodatkowy element więzów krwi [np. trzy z czterech to siostry]. Dzień przeplatany jest wtedy małymi świętami, z których każde zdaje się zostawiać głęboką rysę na mózgowych bruzdach oraz rozregulowywać pracę serca.

Dzisiaj po raz kolejny szewska pasja odwiedziła mój skromny duchowy przybytek…

A powód ten sam, co zawsze. Totalne pierdolenie wszystkich zasad związanych z jakimkolwiek porządkiem we wspólnym, jakby nie patrzeć, dla kilku osób domu. Naprawdę, przyzwyczaiłem się już do faktu, że stół w salonie to śmietnik na brudne talerze, jakieś opakowania po jedzeniu i oprzyrządowanie z serii “chcę być piękna”. Że wszędzie walają się jakieś kurtki, tygodniami leżą porozwalane buty… Po prostu staram się z salonu nie korzystać i tyle. Przyzwyczaiłem się też, że kuchnia zawsze jest zawalona brudnymi talerzami, garnkami, okruchami i innymi resztkami. Staram się oddychać głęboko, kiedy tam wchodzę, robić co muszę i wychodzić jak najszybciej. Przyzwyczaiłem się do tego, że wiecznie brakuje kubków, łyżeczek, czy widelców, bo po całym domu walają się brudne, które do zmywarki znoszone są raz na ruski miesiąc. Naprawdę, do tego też można przywyknąć. Można np. zmyć po kimś i już ma się czysty kubek. Taki trik. Wystarczy tylko nauczyć się żyć ze świadomością, że zmywa się po kimś… A jeżeli sytuacja się przedłuża, a my akurat nie jesteśmy w stanie gotowości do zmywania po kimś, bo i tak bywa, metodą wojenną należy schować sobie jeden kubek, i jeden widelec do użytku własnego… ;]

Ale do jednej rzeczy przywyknąć nie mogę… Do wiecznie zawalonego garnkami i jakimiś innymi naczyniami zlewu. Bo niestety, bez zlewu w kuchni obejść się nie da. Wiecie jak to fajnie np. zmywać 2kg żeliwny garnek, do którego przywarł ryż, w rękach pod kranem? Bo zlew jak zwykle jest zawalony śmieciami, bo żadna z księżniczek nie pali się żeby pozmywać tego, czego nie udało się wepchnąć do zmywarki…? Naprawdę trzeba być cierpliwym i wytrzymałym fizycznie, żeby dokonać takiej sztuki. I musi nam nie przeszkadzać chlapiąca na nas gorąca lub lodowata woda, odbijająca się od wszystkich brudnych naczyń poniżej poziomu zlewu [p.p.z. - nowa miara geograficzna? :) ].

Ciekawy jestem co byście zrobili, kiedy po zwróceniu po raz tysięczny uwagi na to, żeby nie zostawiać brudnych naczyń w zlewie, tylko obok, usłyszeli, żeby w przyszłości korzystać ze zlewu w łazience…?

Jeżeli dotrze do Was kiedyś informacja, że Polak w Irlandii zamordował współlokatorów, to możecie się nie przejmować, bo zostanę uniewinniony…

Ale oczywiście pozory muszą być! Od czasu do czasu dom sprzątany jest na błysk, żeby wzmiankowane delikwentki mogły się poczuć tymi, za które się uważają. Za czyste i schludne kobiety. Bo to, że na co dzień nie zawraca się na to uwagi, nie ma znaczenia. Można żyć w chlewie, tak długo jak nikt z zewnątrz nie widzi. No bo po co się starać, jeżeli nikt nie patrzy…? Gra pozorów musi być opanowana do perfekcji. W końcu “muszą czuć się jak u siebie w domu”… Niestety, szkoda tylko, że kto inny nie może się przez to czuć swobodnie, również “we własnym domu”.

Takie sytuacje wytrącają mnie z równowagi, bo powtarzają się cyklicznie. Dzień w dzień. Jak chińska tortura. Można prosić, można rozmawiać, można się drzeć…

Można dać sobie spokój…

Wdech… Wydech…

Odpowiedzi: 2 do “Zlew niezgody”

  1. inspiration85 Powiedział/a:

    Podziwiam Pana cierpliwość (pomimo wszystko) i nabyty lub wrodzony masochizm:)

  2. are_ate Powiedział/a:

    ehheheh, mieszkałem z dwiema… problemów nie było, bo mniej nas było… i się obyło, bo jak się nabrudziło, to się zmyło…


Napisz odpowiedź