Bóg musiał mieć dobry dzień w pracy tworząc ludzi. Nic nie dostarcza tyle rozrywki, ile inteligentna istota obdarzona jednocześnie zdolnością odczuwania. Piękny paradoks. Emocje – naturalne przeciwieństwo logiki. Wszystko co można poczuć, a niekoniecznie zrozumieć… Niczym nie wyjaśni się, dlaczego czujemy to, co czujemy i jaki to ma sens. Chyba, że poczuciem humoru tego na górze…
I to jest takie cholernie irytujące!
Właśnie w tym cała zabawa i kpina, że nie potrafimy się od emocji odciąć. Ale to dobrze – czysta logika, rozsądek, mądrość – wszystko to nieokraszone odrobiną szaleństwa, staje się monotonne.
Jak to się dzieje, że wiedząc, rozumiejąc, przerabiając coś tysiące razy, tysiące razy wyciągając z tego wnioski, tysiące razy obiecując sobie, że następnym razem nie damy się złapać w tą samą pułapkę zdarzeń i naszych reakcji, pułapkę błędu, robimy to!
Jak psychicznie chorzy!
Dajcie nam iskierkę zapalna jakiejś emocji i to wystarczy, abyśmy stracili rozum, odrzucili na bok wszelką logikę (innymi słowy – mieli ją głęboko w dupie!) i dali się ponieść tej chwili. I nieważne jaka emocja jej towarzyszy – złość, radość, miłość, nienawiść – płyniemy z prądem, często świadomi tego w pełni. Chyba jedyna emocja, której nigdy nie dajemy się ponieść, chociaż zawsze bardzo chcemy, to… spokój.
;]
I to jest takie cholernie piękne!
Siedzisz w aucie. Kierowca przed tobą w wielkim sportowym aucie z 5 litrowym silnikiem i lśniącym lakierem, takim, które wręcz błaga, by dopieścić je pedałem gazu, jedzie 50 km/h w strefie do 80 km/h. W dodatku po pasie szybkiego ruchu, którym wszyscy jeżdżą setką! I choćbyś nie wiem jak bardzo pragnął tego nie zrobić, robisz to… Złościsz się i zaczynasz mamrotać pod nosem, lub nawet lekko pokrzykiwać… Po co? Przeciesz wiesz, że to nie ma sensu, że to nic nie da, niczego nie zmieni… Ale robisz to. Bo jest w tym jakiś rodzaj zaspokojenia prymitywnej żądzy. A zaspakajanie ich jest takie… energetyzujące…
Śliczna i interesująca dziewczyna [chłopak?] siada obok ciebie w samolocie, łącząc swój los z twoim na kolejne N godzin. Uśmiecha się do ciebie, zapinając pasy. Co zrobisz? Za kilka godzin wysiądziecie z tego samolotu i więcej się nie zobaczycie, ale czy powstrzyma cię to, przed nawiązaniem sympatycznej rozmowy, może drobnego flirtu? Jeżeli tak… No cóż… Lepiej dla niej! ;]
Jest tak samo niezależnie, czy z pozytywnymi, czy negatywnymi emocjami. Z drobnymi zauroczeniami, z chwilowymi głupawkami, z żądzami nasycania się, wyładowywania się, odreagowywania, szaleństwami. Zawsze wtedy rozum idzie na bok…
A jeżeli nie idzie, powinniśmy zastanawiać się czy naprawdę warto? Czasem nasz uśmiech, czy grymas może być powstrzymywany przez nasz wzgląd na innych, czy raczej nasz wzgląd na nasz własny image w oczach innych. Tylko po co się hamować? Warto zabraniać sobie być przez chwilę człowiekiem, ze wszelkimi ułomnościami, przywarami, małostkami, udając idealny fikcyjny twór?
Pieprzyć to wszystko! Bóg wiedział co robi… ;]
Tags: siłą emocji
piątek, 11. kwiecień 2008. @ 9:20
“Bóg wiedział co robi..” Przypomniała mi się wizja powstania świata przedstawiona w Family Guy’u :)