Autoportret z uczuciem

czwartek, 27. marzec 2008.

Brakuje mi życia…

Dopada mnie apatia. Zazwyczaj, w tej powydziwianej istocie, która nosi moje mniej powydziwiane imię, siedzi tyle różnych ciekawych emocji. A ostatnio potrafię się tylko skarżyć…

To źle, tamto niedobrze, ci głupi, tamci debile… Nic mi nie pasuje, wszystko ma jakąś wadę, zalety są marginalne, niewidoczne. Pogoda dziwna, w pracy wymyślają, w domu jak zwykle…

Malkontent pełną gębą.

Nie, żeby w 5sv

Cudownie… Wylałem puszkę gazowanego syfu na kolana i podłogę… Odpowiedni moment – zawsze miałem wyczucie czasu… ;] Przynajmniej teraz wiem, w jaki sposób stymulują stymulanty… Jedyna pozytywna stymulacja, jakiej ostatnio doświadczam.

Wracając… Nie żebym w optymalnej formie zachowywał się jak postać z sitcomu komediowego, ale przynajmniej nie burczałem sobie pod nosem jakichś przekleństw. A teraz? Cholera, emo – nikt mnie nie lubi, nic mi nie idzie, deszcz w twarz…

Gdybym nie stawiał depresji w jednym szeregu z innymi medycznymi wymysłami współczesnej cywilizacji – dysleksją, ADHD i astygmatyzmem, to pewnie zacząłbym się zastanawiać, czy przypadkiem nie padło na mnie…

Ale nie wierzę, więc jeżeli już coś gdzieś padło, to mi na łeb.

Życie poza krajem jest jednak do niczego, jeżeli człowiek nie potrafi świadomie zadowalać się byle czym. Męczy. Mało radości, dużo codzienności. Takie proporcje dają w kość – z Irlandczykami, mimo tego, że ich lubię i cenię, nie potrafię zawiązać relacji. Nie ta mentalność, działają na nas inne bodźce. Z Polakami, no cóż, wiadomo jak z nami jest. Szczególnie, jeżeli trzeba obcować z towarem eksportowym. Bez znaczka “Teraz Polska”, ze znaczkiem “40%”.

Tak, wszyscy źli, a ja jestem królewiczem z bajki… Ha!

Nawet filmy z sieci ostatnio jakieś kiepskawe.

Swoją drogą, miałem okazję przysłuchiwać się dzisiaj pewnej rozmowie w pracy. Dziewczyny w biurze w związku z nowym kontraktem firmy, zaczęły tworzyć peany, jak to tanio można kupić filmy i muzykę w Tesco. Jak często trafiają się okazje, jakie niskie ceny, i tak dalej… Materiał na reklamę proszku do prania. Czułem się jak ufoludek. Szczególnie po tym, jak wciągnięty na siłę do konwersacji, odpowiedziałem w przypływie głupiej szczerości, że średnio się orientuję w temacie, bo nie kupuję ani filmów, ani muzyki. Dopiero po chwili zrozumieli, o co mi chodzi… Przepaść kulturowa, a na samym dnie ja! ;]

Żeby dopełnić obrazu nieszczęścia, dodam tylko, że wciśnięto mi dzisiaj na siłę służbowy samochód, bo z racji konieczności odbycia dłuższej niż zazwyczaj podróży, firma postanowiła zaoszczędzić na kilometrówce. Nic się nie uczą. Pierwszy samochód przerysowałem, drugi rozbiłem, a w szybę tego dzisiejszego pieprznął jakiś kamień z drogi. Za jakiś miesiąc w miejscu odprysku pojawi się ładny pajączek. Do trzech razy sztuka! A chcieli zaoszczędzić… ;]

Zresztą, odechciało mi się pisać. Nie będę z siebie robił pośmiewiska…

Dziękuję za uwagę.

Tags:

Odpowiedzi: 4 do “Autoportret z uczuciem”

  1. Maciek Rynarzewski Powiedział/a:

    zapuszczaj grzywkę emo :P

    a poza tym to bierz się w garść bo co to ma znaczyć, piszesz smęty, brak akcji jest brak akcji…

  2. frustrat Powiedział/a:

    Brak akcji to mój największy problem ;]

  3. proday Powiedział/a:

    Oj, Frustracie, nawet nie wiesz, jak bardzo się można za Tobą stęsknić.


Napisz odpowiedź