Gdzie się podziała nasza duma?
Kiedyś (raptem lekko ponad 60 lat temu) bycie Polakiem kojarzyło się z odwagą, honorem, niezłomnością, wielkim sercem i duchem, pracowitością. Dzisiaj została pracowitość… Spuszczamy łby i uznajemy wyższość rasy Panów – tych lepszych, tych zza Odry.
Jak bardzo złości mnie to zginanie karku, przymilne wypowiedzi, pokorne spoglądanie na zachodniego rozmówcę i potakiwanie… Ten brak pewności siebie, świadomości własnej wartości, czy kulturowego i historycznego dziedzictwa. Relacja pana i niewolnika. Jednostronnie ukierunkowany szacunek. Psy wypracowały sobie lepszy układ, niż my…
W dodatku ciągle ubliżamy sami sobie, starając się wywyższyć na marnym tle, zamiast prezentować sobą pewną jakość, nie niską, a myślę, że wyższą niż zachodnia. Te wyzywanie się od Polaczków, gardzenie sobą nawzajem, dyskredytowanie wszelkich sukcesów. A z drugiej strony spijanie popłuczyn po zachodnich gwiazdkach, ukorzenianie ich marnych standardów we własnej ojczyźnie, lizanie tyłków każdemu, kto nie potrafi wymówić “y”, “ę”, “ą”, “ź”, “ś”,”ć”, “dź”, “ń”…
Zwróćmy na chwilę oczy na naszych przodków – ale tych, z którymi minęliśmy się o pokoleniowy włos – urodzonych po 1900.
To byli inni Polacy – władali językami, byli spójni w swojej tożsamości, głowy nosili wysoko, ale wiedzieli też, kiedy należy je pochylić. Potrafili pracować rękami tak samo mocno, jak głowami. Polscy mężczyźni wyróżniali się z tłumu, nie wąsem i przepoconą koszulką, ale siłą, inteligencją i sprytem. Kobiety rzucały na kolana świat- nie głębokimi dekoltami i łatwością nawiązywania “kontaktów” – ale klasą, wdziękiem i nietypową dla płci pięknej zaradnością.
Bycie Polakiem, wywoływało wtedy prawdziwe zainteresowanie na świecie – kojarzeni byliśmy z zupełnie inny sposób. Nikomu wtedy nie przyszłoby na myśl, żeby wspomnieć coś o alkoholu na hasło: Polak. To byłaby obelga. Dzisiaj, każdy matoł myśli, że dzięki takiemu skojarzeniu, ma powód do dumy i okazję do zaimponowania. Żadna to duma…
Z cyklu “Żywot autora”… Jednym z najgorszych uczuć, jakich doświadczyłem podczas zagranicznych eskapad, jest te cholerne wrażenie upokorzenia, łączone z gniewem i buntem, odczuwane w momencie, kiedy rozmówca poznawał moją narodowość. i co gorsza, uczucia te nie wynikały ze mnie, ale były mi perfidnie narzucane z zewnątrz. Wiecie, jakie to deprymujące, kiedy podchodząc do nieznajomej osoby, widzicie, jak ta chce zrobić na nas jak najlepsze wrażenie, stara się, pręży, prostuje, do czasu, kiedy nie usłyszy wschodniego sposobu artykulacji pewnych głosek. A wtedy następuje diametralne odwrócenie relacji, na które nie ma się już wpływu, bo jest głęboko zakorzenione w świadomości rozmówcy. Zaczyna on patrzeć na ciebie z góry, z pewnym pobłażaniem, politowaniem. Wyższością.
Nie wiem, zastanawiam się czasem, czy nie wyciągam pochopnych wniosków… Może zwyczajnie większość”Europejczyków” (my jesteśmy “europejczykami” ze wschodu – podrzędnymi) są najzwyczajniej w świecie zadufanymi debilami, i człowiek nie ma się okazji o tym przekonać, dopóki nie otworzą pyska… Tak.
Chciałbym w to wierzyć, ale nie mogę. To my sami zapracowaliśmy sobie na takie traktowanie, po bardzo konkretnej pomocy wojsk niemieckich i radzieckich. W pewnym momencie poddaliśmy się, bo sam fakt II Wojny Światowej i późniejszej okupacji nie może być jedynym, chociaż wygodnym, wytłumaczeniem obecnego stanu rzeczy. To my, brakiem wiary i siły oddaliśmy te starcie z rzeczywistością walkowerem. Przykro mi to mówić, ale tę walkę przegraliśmy jako naród, i długo jeszcze nam przyjdzie za to pokutować.
No więc, gdzie jest nasza duma? Czy zapomnieliśmy już, jak to jest trzymać wysoko głowę i wierzyć w trafność i sensowność wypowiadanych przez nas słów? Czy wartość naszych charakterów poddała się dewaluacji? Deprecjacji? Jak samochody z salonu 1. stycznia każdego roku?
Dlaczego pozwalamy sobie narzucać to jarzmo. Czy łatwo żyć, będąc przykutym łańcuchem do budy stereotypowego osądu?
Na to ostatnie pytanie mogę odpowiedzieć na głos. Nie jest łatwo. Nie warto.
Nie pozwólmy na to.
Nie pozwólmy traktować się jak upośledzone dzieci, ale i też nie dawajmy powodów do takiego traktowania. Znajmy swoją wartość i nie zgadzajmy się na mniej, niż powinniśmy. Ale też i nie żądajmy zbyt wiele – przesada to jedna z podstaw śmieszności. Nie pozwalajmy się dyskredytować na świecie, tylko dlatego, że nasze portfele nie są tak zasobne, jak portfele wypychane euro, czy dolarami, zamiast złotówkami. To nie jest nasze brzemię – to nasz powód do dumy. Bo dzięki temu m.in. nie zatraciliśmy tyle dziedzictwa kulturowego, ile mieniący się kolorem złota zachód. Na wiele rzeczy my sami możemy spojrzeć z politowaniem, którym karmi się nas od dekad. Chociażby przy okazji Wielkanocy. Wolicie pisanki, czy czekoladowe jaja Cadbury i Nestle za €5 sztuka? A dzień po Wielkanocy, wielka promocja, -50% off the marked price. “Wow”, kurwa, “wow”… Już widzę tą radość, na twarzach przyszłych pokoleń. Cieszę się, że nikt nie może mi zabrać moich wspomnień. Wielkanocne śniadanie, zamiast wielkanocnych zakupów. Śmigus z wiadra, zamiast zwykłego wolnego poniedziałka…
Jesteśmy tą generacją, której niczego już nie brakuje. Niczego. Wykorzystajmy to wreszcie, nie bierzmy przykładu z rodziców, bo oni, mimo wielkiego szacunku, jakim darzę tą generację, wiele już nie zdziałają, bo to nie działania ich nauczono.
Udowodnijmy światu własną wartość.
Bądźmy wreszcie dumni.
Tags: Polak i duma., Zachód i pogarda
Środa, 26. marzec 2008. @ 21:02
Czarku dokładaj w takim razie swoją cegłę do budowania pozytywnego wizerunku Polaka. Ja tam nie mam problemu z bycia dumnym że jestem z PL także wobec innych nacji.
Może inaczej wygląda to spojrzenie z twojego emigranckiego grajdoła, ale to co piszesz o XIX wiecznych polakach to takie ogólniki że i teraz można znaleźć takich ludzi….
swoją drogą to właśnie w XIX wieku utarło się powiedzenie “pijany jak polak”. za czasów napoleońskich już umieliśmy nadużywać….
Nie ma co wywyższać tamtych czasów. Taki Joseph Conrad, to akurat tak dumny był z tego że Polak, aż zmienił nazwisko…
no ale można zaleźć wiele przykładów zarówno na twoją wersję jak na moją i nie o to chodzi. Nie popieram po prostu stawiania historii jako antytezy do czasów dzisiejszych.
Środa, 26. marzec 2008. @ 21:21
co zaś do pokolenia czasów wojny….
myślę że to okoliczności w dużej mierze stwarzają człowieka.
Środa, 26. marzec 2008. @ 21:36
Też prawda. Ja opowiedziałem jedną stronę, tą dobrą. Moja cegiełka do dumy narodowej… ;]
A Korzeniowskiego w to nie mieszaj…