Ty głupi upośledzony widzu! Ty marna istoto wysysająca ścieki wypływające z twojego telewizora. Ty godny pożałowania sterowalny dziwolągu. Ty naiwniaku…
Patrz jak tańczymy, śpiewamy, fikamy koziołki…
Słuchaj naszych banalnych “błyskotliwości”. Naszych “dowcipów”. Naszych słodkości…
I głosuj… Oglądaj, przeżywaj, komentuj…
I głosuj…
A my?
A my robimy swoje. Sprzedajemy się. Kup nas. Tanio! Weź nas za bezcen!
Będziemy się do Ciebie mizdrzyć, przymilać, sprzedawać ci “poruszające” opowieści z życia prywatnego. Pokażemy dupę, cycki, opowiemy jak i przed kim rozkładamy nogi… Pokroimy się. A jeżeli ktoś z naszych bliskich jest chory, umarł w wypadku, przechodzi jakiś kryzys…
No cóż… Hurra!
Spieniężymy to!
Opowiemy, zapłaczemy, ty zapłaczesz… A potem pójdziemy do butiku.
To znaczy “my” pójdziemy. Ty pójdziesz do pracy…
Ale to przecież nie nasza wina – chcecie nas, macie. Jesteśmy dla was, za tą drobną opłatą. Czy to naprawdę tak wiele?
Nie.
Patrzcie na nas! Jeżeli znudzą się już nasze piękne twarze, obserwujcie dalej. Patrzcie jak się upadlamy. Eksperymentujcie na nas! Czy nie chcecie przekonać się, ile człowiek jest w stanie zrobić, dla paru złotych, dla chwili sławy, dla garstki “fanów”? Bo przecież nie chcielibyście być na naszym miejscu. To takie męczące – być na sprzedaż, nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile stłumionych emocji kryje się pod naszymi radosnymi maskami. Nie móc zrobić tego, na co ma się ochotę, powiedzieć tego, co się myśli… Nie można nawet pomyśleć tego, co chciałoby się pomyśleć. Przecież ratingi gonią! Oglądalność, wzmianki w mediach, błyski fleszów. Przecież to jest takie nietrwałe! Wystarczy odrobina nieuwagi! I czar pryśnie. Musimy się starać!
Przecież nie można ryzykować wypowiedzi i zachowań, które choć w życiu normalne, ba!, wręcz wyczekiwane, w mediach nie działają.
Nie każdy może sobie na to pozwolić.
Do tego trzeba mieć charyzmę.
Ładny uśmiech, zgrabny tyłek, czy starannie przygotowany “skandal” jednak też wam wystarczy!
Osobowość… O czym wy mówicie. Już dawno udowodniliście, że to zbędne. Wystarczy trochę żelu i błyszczące buty.
Na prezencji, drobnym talencie, ładnej figurze można zarobić. A raczej zarabiać…
Tylko… Niestety, przez jakiś czas.
A potem… Ach! Szkoda mówić. Wszyscy się tego tak bardzo lękamy. Nie wierzysz? Możesz zobaczyć to w naszych oczach..
Boimy się jej.
Próżnia!
Jak możecie nam to robić?! Zsyłać nasze przerośnięte ego tam, gdzie nikt nie będzie na nie patrzył…
Koniec, wymiana efemerycznych pokoleń “gwiazd”, “artystów”, i innej maści naszych ekranowych kolegów po fachu. Zostaną tylko ci z nas, którzy: a) mają plecy b) mają charyzmę. Resztę zastąpi nowe pokolenie spragnione high-life’u… I majestatycznych przechadzek po Złotych Tarasach, czy innych weekendowych świątyniach próżności. Naszych świątyniach!
Wymiana Złotych Cielców na Złotych Tarasach.
A cóż wtedy począć. Co jest temu winne? Przecież nie widz. On zawsze pragnie tego samego – prostej, bezmyślnej rozrywki. Takiej, która pozwoli się odprężyć po całym dniu na taśmie w fabryce, czy przy kasie w supermarkecie. Takiej, którą tak chętnie mu dostarczamy na każde skinienie.
Co jest temu winne? Czemu już nie chcą nas kochać? I płacić…
Bo nigdy nie kochali.
Tak jak nie kocha się przydrożnych kurew.
niedziela, 16. marzec 2008. @ 23:54
To tak jak z piłkarzami, ci co mają tylko w nogach mogą być gwiazdami sezonu lub kilku meczy, ci co mają coś w głowie albo osobowość zarabiają jako trenerzy, komentatorzy czy gdziekolwiek indziej nawet po końcu dobrej passy i błyskotliwej kariery piłkarskiej.
A tv nie oglądam i takie perełki jak 27 edycja tańca z gwiazdami oraz na lodzie i Niania Frania w Na dobre i Na Złe mnie na szczęście omijają. Odkąd uwolniłem się od tego jakoś lepiej mi się żyje…. hmmm ciekawe czemu ;]
wtorek, 18. marzec 2008. @ 21:11
Taaa, nie ma jak to piłkarz w roli dziennikarza. Wolę takich zdecydowanie ‘gdziekolwiek indziej’ ;-).
wtorek, 18. marzec 2008. @ 23:05
Przesadzasz, ProDay – czasami się sprawdzają. Komentator, to nie dziennikarz, tak jak dziennikarzem nie jest prezenter. Dziennikarz jest od pytania, nie od gadania… ;]
I prawdę mówiąc, wcale nie wolę takich piłkarzy gdziekolwiek indziej. Niech sobie biegają po boisku, siedzą w sporcie, albo w domu.