Jako, że dawno nie było nic konkretnego o prawdziwych frustracjach, przyszła najwyższa pora żeby nadrobić zaległości.
Mam chemicznego doła z powodu braku snu (sam się sobie dziwie, że zdarzają mi się jeszcze noce, podczas których nie śpię min. 8 godz. – przecież to prawie szaleństwo…), mam też chemicznego doła z innego, coweekendowego powodu, a do tego skończył się olej grzewczy, w domu zimno, nos zimny, a ceny jak na złość poszły właśnie w górę i będziemy w plecy. Ech…
I te wszystkie dzisiaj sytuacje, może z dodatkiem innych, skłoniły mnie do przemyśleń na temat: “Co denerwuje mnie podczas rozmów”. Proste i logiczne…
Nie lubię, kiedy ktoś unika kontaktu wzrokowego. Albo mówi ze spuszczoną głową.
Nie lubię, kiedy ktoś kłamie, albo, co gorsza, kłamie i robi to na tyle nieudolnie, że wiem. Tym bardziej, że kłamstwo nigdy się nie sprawdza. Od zawsze preferowałem totalną szczerość (co kilka osób może mieć mi do dzisiaj za złe ;]). Prawda jest łatwa do wypowiedzenia – trzeba tylko nie być tchórzem.
Nie lubię, kiedy ktoś ciągle robi sobie jaja. Nie lubię kiedy ktoś jest ciągle poważny. Jest czas na żarty i na powagę. Ciągłe żarty, jak i ciągła powaga sprawiają, że ma się komuś ochotę wbić pięść w twarz. Albo kolano. Albo pięść i kolano… Tak…
Nie lubię, kiedy ktoś udaje, że coś wie, kiedy nie wie. I próbuje udawać, że ma wiedzę, kiedy wyraźnie jej nie ma… Nie lubię, kiedy debile wypowiadają swoje opinie. Dobry debil, to cichy debil.
Oczywiście w mojej pokręconej osobowości, debilem jest każdy, kto ma zdanie inne niż ja. I co gorsza, dobrze mi z tym, bo naprawdę zawsze wierzę, że mam rację… ;]
Nie lubię, kiedy ktoś nie mówi wprost i ciągle obija w bawełnę. Wszystko trzeba z niego wyciągać na siłę. Wyrywanie z niego informacji jest takie męczące… A i tak na końcu je wyciągniemy, więc to wszystko to najzwyklejsze działanie na nerwy…
Tajemnic nie lubię. Raz, że nie potrafię powstrzymać własnej ciekawości, spalam się w niej, dwa, że i tak na końcu się dowiem. Ten moment pomiędzy jest taki drażniący. Aż mnie trzęsie na samą myśl.
Nie lubię ludzi, którzy powtarzają po rozmócy. Chodzące magnetofony.
Nie lubię, kiedy ktoś się podlizuje. Nie zależnie od tego, czy ma rację, czy nie… ;] Jeżeli ma rację, to nielubię go trochę mniej, ale jeżeli fałszywe przedkłada nam świadectwo, to policzone będą jego dni…
Nie lubię, kiedy ktoś mówi nie na temat, odbija na milion dygresji, opowiada jak minął mu dzień. Fajna rzecz, jeżeli się ze sobą sypia, ale w pozostałych przypadkach raczej się nie sprawdza…
Nie lubię, kiedy ktoś mruczy pod nosem, albo gdzieś w drugą stronę. Raz, że to brak pewności siebie, a ludzi niepewnych siebie trudno szanować, a dwa, że trzeba, cholera, nasłuchiwać…
Nie lubię, jak ktoś ciągle narzeka. [UWAGA - BLOG NIE JEST FORMĄ ROZMOWY - W BLOGU NARZEKAĆ MOŻNA I TRZEBA] Wiem, że to złe, bo sam narzekam. I wiem jakie to jest męczące i irytujące. Dla obu stron.
Nie lubię, kiedy ktoś jest przesadnie miły, ciągle się uśmiecha, i generalnie traktuje rozmówcę jak dobra babcia przygłupiego wnuczka. Pięść w twarz.
Nie lubię kiedy rozmówca ma jakieś tematu tabu. Bo nie wypada, bo się wstydzi, bo nie może… Co to za człowiek, który boi się powiedzieć tego co myśli…?
Nie lubię, kiedy olewa się rozmówcę. Kiedy się nie słucha, lub udaje, że coś obchodzi. Marnowanie czasu obojga. A można powiedzieć przecież wprost i zaoszczędzić obojgu wysiłku.
Nie lubię bezustannego przytakiwania, wtrącania głupich fatycznych “tak, tak…”, “no, no…”, “żartujesz?”, “nie gadaj!”, itp. niepotrzebnych dźwięków. Słuchać trzeba z zamkniętymi ustami.
Nie lubię ciągnąć rozmów i rozmów na siłę. To takie niezręczne i nienaturalne.
Nie lubię, kiedy ktoś mówi nieśmieszne żarty, ale ponieważ wszyscy go lubią, to udają, że ich to bawi. I ten śmiech i udawanie dobrej zabawy na siłę… Kula w łeb. Sobie.
Ale generalnie lubię sobie porozmawiać.
Rozmowa jest dobra.
;]
niedziela, 2. marzec 2008. @ 21:20
Hm, Frustracie, jedno jest pewne. Dyplomatą to Ty nie zostaniesz.
niedziela, 2. marzec 2008. @ 21:43
Nie zostanę, to prawda :)
Ale poprzez tą nienawiść znam wszystkie ich słabości. Przez co naprawdę trudno zdominować mnie lub zamydlić mi oczy, w rozmowie twarzą w twarz.
Myślę, że to umiejętność o sporej wartości, nie mniejszej niż umiejętności dyplomacji ;]
niedziela, 2. marzec 2008. @ 21:56
Aby udawać sympatię trzeba wiedzieć co to znaczy być niesypatycznym. Aby być niesympatycznym, nie trzeba wiedzieć, co to jest sympatia.
Mam nadzieję zatem, że powyższe to okrzesana postawa.
niedziela, 2. marzec 2008. @ 22:03
a co lubisz w rozmowie? tylko analogicznie odwrotności do przedstawionych punktów?
niedziela, 2. marzec 2008. @ 22:17
Oprócz powyższego?
Wszystko! ;]
niedziela, 2. marzec 2008. @ 22:26
Rozmowy z Tobą muszą być niezwykłą przygodą intelektualną.
;)
niedziela, 2. marzec 2008. @ 22:33
Zdecydowanie.. Szczególnie te o pierdzeniu.
niedziela, 2. marzec 2008. @ 22:45
@Esz: Faktycznie temat rzeka. I tabu dla większości dam. W wykonaniu płci pięknej gazy pachną z reguły różami. Abyśmy się dobrze zrozumieli :-).
niedziela, 2. marzec 2008. @ 23:11
Dla niektórych sam fakt prowadzenia rozmowy jest przygodą intelektualną ;]
środa, 5. marzec 2008. @ 9:42
“no co Ty powiesz?”
ostatnio pani psycholog na kursie przedmałżeńskim, w którym uczestniczę, dała przykład poinformowania drugiej osoby o tym, że jednak się jej sucha – powiedziała to tak aktorsko, że wyszło komicznie
“no co ty powiesz?” :)