Zdefinuj szczęście

czwartek, 28. luty 2008.

Siedem dni w tygodniu, siedem zagadek do rozwiązania. Jeżeli masz szczęście (pecha?), trafi ci się jakaś filozoficzna. Ludzie zdychali ze starości, próbując rozgryźć niektóre z nich…

Drzwi do banku otwiera mi niski, nieafrykańsko wyglądający murzyn…

- Jaksiemasz? – zapytał.

Odpowiedziałem szczerym śmiechem i łamanym portugalskim…

-Comeestavas?

A potem standardowa wymiana informacji pomiędzy widującymi się doraźnie obcokrajowcami.

Przy pierwszej okazji wymienia się imiona i pochodzenie (forma współczesnej segregacji klasowej). Jeżeli nie ma dalszych zastrzeżeń (nie Rosjanin, Anglik, czy Niemiec…), wymieniamy informacje dotyczące zatrudnienia. Co, jak, jak długo, dlaczego, po co?

Na drugim widzeniu wymiana bardziej osobistych informacji. Ile to ciekawostek można wyciągnąć z ludzi, kiedy okarze się im odrobinę serdeczności… ;]

Niestety, czasami lepiej nie pytać.

Cel? Nauka angielskiego. Zamierza wracać? Tak. Tęskni za Brazylią? Raczej tęskni, ale był 1,5 miesiąca temu, więc nie jest tak źle. Jak było? Nieźle, ale umarła mu matka. Miał szczęście.

Coś tu nie pasuje do szablonu? ;]

Mnie też nie pasowało. Kilka dalszych pytań i odpowiedzi zdefiniowało moją zagadkę dnia. Tym razem, zdecydowanie filozoficzną.

Zadanie na dziś: “Zdefiniuj szczęście”.

Umarła mu matka. Miała 54 lata. Zawał. Umarła w trakcie modlitwy. Znalazł ją na klęczkach, ze złożonymi w modlitwie rękami, opartą o łóżko. Była jeszcze ciepła…

Miał szczęście.

Tak twierdził…

Gdyby umarła podczas jego pobytu w Irlandii, pogrzebano by ją bez niego. Sama podróż, to minimum dwa dni.

No i zdefiniuj szczęście Frustracie.

Ach! Ale los jest łaskawy, nie pozwoli mi borykać się z tym pytaniem, bez dodatkowych podpowiedzi…

Wyjazd z innego parkingu bankowego. Zbytnia pewność siebie za kierownicą, gówniana widoczność, dobry humor po krótkiej rozmowie z kolegą z pracy. Kolega (Irlandczyk!) ma jechać za mną (Polakiem…) do innej świątyni oszczędności i kredytów. Sam nie wie jak trafić.

Wyjazd z nietypowego parkingu skończył się namiętnym pocałunkiem dwóch Volkswagenów. Z tym, że to nie mój całował, ale pocałunek sprowokował. Słaby układ… ;]

Blondwłosa przerażona Irlandka wjechała czołowo w bok mojego starego, wiernego towarzysza podróży. Potem wielka panika – bała się otworzyć drzwi… A przecież tak miło się uśmiechałem… ;]

Ech, ale to by się zgadzało… W końcu Brazylijczyk mówił coś o tym, jakoby rzekomo na zdjęciu ze swojego identyfikatora wyglądam jak morderca psychopata. Wtedy tylko się zaśmiałem…

Widząc jej rękę sięgającą po telefon, wybijającą trzy, wielce niepożądane cyferki, i przysłuchując się krótkiej rozmowie z policją, chęć do śmiechu i wygłupiania się (nie wiem skąd mi się to bierze w takich sytuacjach!) powoli mi przechodziła.

Moja sytuacja była na tyle skomplikowana, że posiadane przeze mnie auto, w świetle irlandzkiego prawa podatkowego, było w tym kraju nielegalnie. W takiej sytuacji jakikolwiek kontakt, z wyrozumiałą na ogół Gardą, skończyłby się konfiskatą auta… Niewesoło, szczególnie, że jest ono dla mnie niezastąpionym narzędziem pracy.

Ale jak wiadomo, psychopatyczni mordercy to psychopatyczni mordercy… Chłodne analityczne myślenie nie zawodzi u nich pod wpływem byle stresu.

Po paru minutach odjeżdżałem z miejsca zdarzenia, ponaglany przez blondynkę. Nagle zaczęło jej zależeć, żeby Garda jednak nie dojechała na miejsce, dopóki oboje się nie ulotnimy. Mój portfel poczuje pewnie niedługo cenę tego wspólnego zrozumienia. Odjeżdżałem z uśmiechem na ustach. Znowu miałem szczęście.

Zdefiniuj szczęście Frustracie.

Za mało wskazówek?

Kochany los, nigdy nie zostawia mnie w potrzebie samemu sobie.

Do eks-miłości mojego życia przyjechała dzisiaj rodzina. Nie mogą się sobą nacieszyć – nie widują się często w prawie pełnym składzie. Ona+ siostra młodsza + siostra starsza + brat młodszy (ale nie najmłodszy ;] ). Familijna feta. Siostra młodsza już z nami mieszkała. Teraz, kosztem jedynego oprócz mnie mężczyzny w tym domu, Mariusza, zamieszka z nami i siostra starsza, która lekko zrażona Polską postanowiła pójść w ślady sióstr emigrantek.

Ja plus trzy siostry… Nawet nie zauważyłem, kiedy uknuto przeciwko mnie tą genialną strategię! ;] W dodatku pozbywając się jedynego mojego poplecznika. Czapki z głów! Izrael wie co robi, powołując kobiety do wojska.

Ale dziewczyny są szczęśliwe, bo znowu są razem.

A ja…? Cóż mi pozostaje…

Definiuję szczęście…

;]

Tags:

Odpowiedzi: 9 do “Zdefinuj szczęście”

  1. proday Powiedział/a:

    No to jest przygoda. Trzy baby to kupa radości. Czekaj tylko, aż najmodszy brat dorośnie… A na serio – emocjonujący dzień. Przydał Ci się. Był potrzebny. Masz szczęście.

  2. frustrat Powiedział/a:

    Radości, mówisz…

    A najmłodszego dziwnym trafem lubię najbardziej z całej piątki… :] To tak na marginesie, żeby dopełnić obrazu całego dramatu ;]

  3. proday Powiedział/a:

    Rozumiem, że nić sympatii nawiązała się, gdy pokazał Ci swoje klocki Lego?

  4. frustrat Powiedział/a:

    Nie odpowiadam na pedofilskie zaczepki.

  5. entelepentele Powiedział/a:

    Komu do szczęścia potrzebna definicja? Się je ma albo i nie, nie ma prostszego wyjaśnienia… A poza tym – jak już ukujesz sobie w pocie czoła tę definicję, to co dalej? Dążysz do spełnienia, porównujesz? To już szczęście, czy jeno uniesienie, zauroczenie? Fart jest słowem, którego szukasz.

  6. frustrat Powiedział/a:

    Temat pracy:

    “Na podstawie przykładów własnych udowodnij tezę, że bycie szczęśliwym jest zjawiskiem płynnym, zróżnicowanym, zależnym, nie definiowalnym”.

    Wygląda na to, że poległem.

    Entelepentele – fart nie jest słowem, którego szukam. Nie szukam żadnego słowa. Co gorsza, chodzi mi o stan, nie o cechę.
    Ten tekst to teza, nie pytanie…

    Przeczytaj raz jeszcze, tym razem z właściwym nastawieniem… ;]

  7. Maciek Rynarzewski Powiedział/a:

    hmm o ile pamiętam to dla ciebie definicją szczęścia powinno być: otrzymanie rozmrożonego kebaba w telepizzy i żeby nie zapominali o twoich zapiekankach we wszelkich barach nocnych…. ;] Niech to będzie twój plan minimum.

  8. frustrat Powiedział/a:

    Ach… Wyciągnąłeś na wierzch moją klątwę… ;]

  9. proday Powiedział/a:

    Ech, ta nocna poimprezowa gastrofaza.

    Nie wiem, jak u Was, ale u mnie nadchodzący uliczny posiłek zwiastują mrożące krew w zapchanych cholesterolem żyłach wrzaski przedstawiciela tureckiej nacji, krzyczącego łamaną polszczyzną: Wołowina z wieprzowiną, ProDay, raz! ;-)


Napisz odpowiedź