Ulicy czar…

niedziela, 24. luty 2008.

A ponarzekam sobie…

Kiedyś świat był jakiś taki bardziej kolorowy. Wyjście z domu było o tyle niesamowitych przeżyć ciekawsze. One wszystkie teraz odeszły, a najgorsze jest to, że nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy…

Kiedyś wychodząc na ulicę można było dostać w mordę, zostać okradzionym, zwymyślanym, pobitym…

Jakoś tak sympatyczniej było. Ludzko.

To niezapomniane przeczucie, kiedy na widok grupki zakapturzonych osób przechodziło się na drugą stronę ulicy…

A ludzie jednak paradoksalnie trzymali się bliżej…

Gdzie to się wszystko podziało?

Co się dzieje?

Ale ja znam odpowiedz na to pytanie! Przecież ja znam odpowiedzi na wszystkie pytania! ;]

Odpowiedź, to zdiagnozowane zniewieścienie męskiego rodzaju.

Kiedyś wychodziło się na ulicę i można było zobaczyć skinów, drechów, jakichś pancurów, brudów (tych od metalu), ćpunów, osiedlowych złodzieji…

A teraz co mamy?

Kochanych zakapturzonych hip-hopowców swoich mamuś, którzy żadnego obiadku nie przeoczą, a kieszonkowe od tatusia wydają na “bakanie ziąąą!”.

Mamy jakichś użalających się nad sobą emo. Wyglądają, jak ktoś, kogo parę lat temu nazywało się “gotycką kurwą”, z tym że w przeciwieństwie do tamtych twardych suk, ci ciągle się nad sobą użalają. I słuchają jakiegoś niemieckiego gówno-rocka dla nastolatków. I generalnie hańbią rasę.

Wojsko by się nimi zajęło…

No i mamy jeszcze gwiazdki pop, prosto z solarium, i skaczących wokół nich żelo-bojów…

W starych czasach taki skinhead jeden z drugim by to wytępił ze swojej okolicy, w parę dni… Nikt by nikogo nie wysyłał do psychologa…

Ale nie, stare, sprawdzone, tradycyjne metody ludowe są złe! Mamy teraz te z Anglii i USA! Wyślijmy dziecko na konsultacje. Porozmawiajmy o tym.

A i problemów z przyjezdnymi z UK, czy innych “bogatych krajów” by nie było. Parę patroli w popularnych turystycznie miejscach, i szybko popyt na tanie drinki i szczanie po ulicach by spadł…

Na ulicy rządził szacunek.

Nie było też na nich takiego ociekającego plastikiem lansu jak dzisiaj… Nie było szpanerskich zegareczków, telefonów, jakichś odtwarzaczy, aparatów itp. wymysłów.

O porządek dbali dresiarze. Wtedy bardziej potrafiliśmy zbalansować poziom szpanu i poziom zdrowego rozsądku. Nikt by nigdy wtedy nie zgubił telefonu w pubie, bo zanim by do niego doszedł, już dawno by go stracił.

Tak, tak… To były czasy… Kiedyś ludzie bardziej dbali o siebie, zastanawiali się dwa razy gdzie zostawiają portfel, czy ile pieniędzy brać ze sobą na miasto… ;]

Ale za to jak radyjko było potrzebne, jakiś gadżecik, to zawsze jakiś kolega, kolegi kogoś znał.

Dresiarze byli przydatni, a społeczeństwo nie płaciło za to wielkiej ceny… Ot, jakiś disco-relax w TV i po bólu… Czasem trzeba było popatrzeć na jakiś komplet, i nie parsknąć śmiechem. Też mi cena.

Nie moża też było przejść znudzonym przez centrum, czy starówkę. Zawsze można było zobaczyć kolorowe elementy ulicznego, w postaci pancura żebrzącego o kasę na wino, czy narkotyki, jakichś alkoholików wydzierających na siebie ryje…

Te głośne słowa, niewyszukane dowcipy płynące z ich ust…

Albo jakiejś cyganki, która próbowała uwolnić cię od sekretu twojej przyszłości.

A i ruscy handlarze się pojawiali, oferując jakieś ciekawe, nie zawsze legalne, wytwory, czy specyfiki…

A teraz tylko jakieś uśmiechnięte klony w identycznych koszulach i z puszkami atakują twoją kasę… Albo jaccyś zdebilowaciali mimowie, czy inne “talenty” z gitarami, “umilający” czas przechodniom pod jakieś rzewne melodyjki. No i zawsze znajdzie się jakiś kretyn, który myśli, że jak napisze sobie na kartce “bardzo zabawną” linijkę o tym, że “zbiera na piwo”. Obsrać się można ze śmiechu…

Proszę…

Gdzie ten koloryt…

Tak, moi drodzy, dajemy powoli dupy…

Kiedyś, jak ktoś przyszedł do kogoś z wódką, to zmieniało się plany. A teraz jak widzi się wódkę, to mówi się coś o pracy następnego dnia i samochodzie…

A już najgorsi są tacy, którzy lubią się wyżalać obcym co ich boli, randkują w internecie, zamiast polować bezlitośnie na ulicach, i mądrzą się, zamiast gadać o głupotach ze znajomymi…

Trzeba to będzie zmienić.

Operacja “Kopnij w Dupę Jak Cię Ktoś Wkurwia” w toku…

Tags:

Odpowiedzi: 7 do “Ulicy czar…”

  1. proday Powiedział/a:

    Zapraszam na warszawską Pragę, albo wrocławski Trójkąt. Mieszkałam i tu, i tu. Cyganka mi tak wywróżyła, że straciłam torebkę z dokumentami. A codziennie wydaję około piątki po prośbie. Gdy wracam z podróży niosą torbę za wino. Sąsiadka chciała wprowadzić do mnie córkę. A po długiej rozmowie, która miała ją przekonać do tego, że to nienajlepszy pomysł, uznała, że skończyłam psychologię. A nie skończyłam.

    Filozofia podwórkowa? Szanuję, ale podziękuję :-).

  2. Maciek Rynarzewski Powiedział/a:

    Robi się z Frustracie ciebie prawdziwy Polak. Osiągasz następny level w narzekaniu :).

    A czy pomyślałeś o tym że to przez to że się starzejemy? Po prostu. Zmiana pokoleń, nic nie trwa wiecznie. Młodziaki będą wspominać za 10-15 lat tak samo i narzekać na coś nowego.

    I pamiętaj że przeszłość zawsze sie w naszych wspomnieniach prostuje, wygładza i nabiera tego twojego “kolorytu”. Rzeczywistość jeszcze nie zdążyła…

  3. frustrat Powiedział/a:

    @ Maciek: No jasne, że o tym wszystkim pomyślałem – nie wspomniałem, bo nie pasowało mi do ogólnego zamysłu… ;] Mimo wszystko uważam, że przemiany transformacyjne odcisnęły wtedy duże piętno na społeczeństwie, przez co mogliśmy obserwować dużo rożnego rodzaju folkloru podwórkowego, który dzisiaj zdycha, i z tego powodu robi się smutniej, nudniej, mdlej…

    @ ProDay: W ich przypadku to się nazywa skuteczność i zawodowstwo.
    Ile przygód mniej by cię spotkało, gdybyś zamieszkała od razu na luksusowym osiedlu z bramami na piloty…? Inaczej patrzyłabyś na ludzi, świat… A tak, takie przygody wypędzają snobizm z każdego z nas.

  4. proday Powiedział/a:

    Ja nie narzekam na miejsce zamieszkania. Sama je wybrałam i bynajmniej nie jest to osiedle na piloty.
    Nie mam równiez nic przeciwko ‘lokalnemu kolorytowi’. Po prostu trudno mi go wychwalać, zachwycać się nim – nie widzę samej siebie w takim wydaniu – na ulicy. Dlatego trudno mi wychwalać żula z bramy. Trudno – bo to byłaby hipokryzja.
    A co do wypędzania snobizmu – hm – przecież to ona zabrała mi moją torebkę… :-)

  5. esz Powiedział/a:

    A tam, pierdolisz jak potłuczony Cezary. Wtedy nie było dla Ciebie nic gorszego niż oni i ciągle się z nich nabijaliśmy, teraz w Irlandii masz za spokojnie (to rozumiem) i gadasz takie rzeczy..

  6. frustrat Powiedział/a:

    Tęsknie za nimi…
    “Proszę Pana! Proszę Panaaa!”.

    Właśnie dlatego, że mam za spokojnie, potrafię docenić, jak ważnym elementem mojego życia byli ci ludzie… ;]
    Spieprzajcie, nie znacie się.

  7. R-Chee Powiedział/a:

    Flustrat. Ja się bardzoooooooo chętnie z tobą zamienię.

    Choć rzeczywiście sporo ewenementu znikło z ulic, to jednak jeśli ci zależy to wpier… po pysku dostaniesz bez problemu. Zapraszam do pierwszego lepszego baru.

    Mnie bardzo cieszy przemiana polskiego społeczeństwa. Kultury nigdy nie za wiele. A nie powiem mi np. że taki skin, dres czy inny ma więcej w głowie niż jakiś emo, żel men czy Bóg wie co jeszcze.

    No i jest jeszcze to, o czym wspomniał Maciek. Starzejemy się. Nasi rodzice też to przechodzili. Nasi młodsi bracia i nasze dzieci, które obecnie “rządzą” na ulicach też kiedyś z tego wyrosną. Życie ich do tego zmusi.

    Pzdr


Dodaj komentarz