Na chłodno, czy na gorąco?

czwartek, 21. luty 2008.

Into The Wild

A co gdyby tak…

Rzucić wszystko w cholerę?

Oddać wszystkie posiadane pieniądze, rzeczy, reszty się pozbyć, spalić…

Wyruszyć w nieznane w tym, w czym się stoi?

Spać pod gołym niebem i żywić się tym, co się znajdzie, lub co uda się kupić za dorywczo zarobione pieniądze?

Nie kontaktować się nigdy więcej z najbliższą rodziną?

Zatrzeć po sobie wszelkie ślady…?

Odciąć się zupełnie od swojej przeszłości, nie odcinając się jednocześnie od swoich doświadczeń?

Postępować tylko uczciwie i praworządnie, czyniąc dobro i rozprzestrzeniając mądrość?

Spotkać człowieka prawdziwie szczęśliwego, i nie pójść jego drogą, szukając własnej?

Napotykać na kilka chwil swoje największe przeciwieństwa, urzekające i prawdziwe, bo alternatywne, a mimo to nie ulec im?

Spotkać mądrość starości i poddać jej próbie własną filozofię? Wielokrotnie…

Pokazać innym, co to znaczy być zakochanym, nigdy wcześniej tego nie doświadczając, a potem zakochać się na sposób, którego nikt inny przedtem nie odkrył?

I porzucić to wszystko.

Uciec jeszcze dalej, jeszcze głębiej…

Pożegnać się, i przygotować się do wiecznej samotności?

Stać się elementem natury.

A potem zostać na zawsze przez nią olśniony, odkryć spóźnioną prawdę, i uznać ją, jednocześnie poddając się niej?

A potem uświadomić sobie, że głupi film udowadnia ci, że ty sam/sama nigdy nie zdobędziesz się, aby zrobić coś podobnego, i poczuć się przez to cholernie mizernie… małym…

Zastanawiać się, czy to tak naprawdę świętość, czy głupota…

Czy heroizm, czy nieprzygotowanie…

Na ile prawda, na ile fikcja…

Czy to nowy mesjanizm, współczesne pustelnictwo, czy głupota nastolatka, który przeczytał o jedną egzystencjalną książkę za wiele…?

I czy to i tak nie jest imponujące, niezależnie od której strony na to patrzeć…

Sprobujcie odpowiedzieć na to sobie sami…

“Into the Wild” na podstawie książki Jon’a Krakauera, w reżyserii Seana Penna, z genialną, pełną poświęcenia rolą Emile Hirsh’a, jako Christophera McCandlessa.

Film 10/10, nawet po głębszym zastanowieniu, na zimno, zostaje po nim jakiś sens…

A po obejrzeniu, znających angielski zapraszam, do przeczytania niesamowicie ciekawego, znacznie zgłębiającego całą historię “Alexandra Supertrampa” eseju The Cult of Chris McCandless.

Historia może Wam się spodobać, albo nie, ale na pewno pozostawi jakiś ślad.

…Mam tylko nadzieję, że nie udało mi się zdradzić podwójnie zaskakującego zakończenia tego filmu… ;]

BitTorrent

Napisy

Tags:

Jedna odpowiedź do “Na chłodno, czy na gorąco?”


  1. [...] będę go tutaj opisywał, bo w kilku słowach nie można. Reżyseria Sean Penn. Odsyłam tymczasem do Frustrata, który o tym filmie pisał, a sam najpierw chcę przeczytać książkę Jona Krakauera [...]


Napisz odpowiedź