Historia spiskowa

poniedziałek, 4. luty 2008.

Teorie spiskowe są stare jak ludzkość. Kojarzą nam się z frustratami, którzy szukając w życiu jakiegoś celu zaczęli posuwać się niebezpiecznie w stronę obłędu. I niestety często tak właśnie było, przez co wyrobili profesji tropicieli spisków złą renomę.

Problem polega jednak na tym, że typowi wielbiciele teorii spiskowych są osobami, wobec których nie można przejść obojętnie. W stosunku do przeciętnego obywatela, wyróżniają się jakąś pasją, która kultywują z chorym wręcz zapałem. Są aktywni, ich umysły pracują nieustannie… Czasem sie przegrzewają, tworzą jakieś fanatyczne wizje, ale czasem rzucają światło na sprawy, które, wydawałoby się, są już zamknięte. W najgorszym przypadku przyspieszają okres karencji historycznej, po której różne brudne sprawki (bo te głównie zaprzątają ich czas) wychodzą na jaw.

Dawniej o solidną teorię spiskową było trudniej, a zarazem łatwiej. Dlaczego?

Dlatego, że w dzisiejszym czasie, obieg informacji mainstreamowych mediów jęst tak obszerny, że obejmuje prawie każdą, najdrobniejszą dziedzinę życia, nauki, polityki, czy religii. Tym samym więcej jest możliwości manipulacji, a jednocześnie wrzawa fałszywych alarmów teoretyków spiskowych jest częstsza. Dawniej, kiedy obieg informacji był mniejszy, mniej było tematów, które wzbudzały kontrowersje. Ale jednocześnie ranga mediów była wyższa, słowo prasy było jak wyryte w kamieniu, przez co ludzie wyrabiali w sobie nowy, nieznany im dotąd odruch bezwarunkowy – ufność medialna. I tak kultywowane przez dziesiątki lat nawyki zaczynały być wpajane nawet najmłodszym, zwalniając ich z obowiązku samodzielnego myślenia i poszukiwania prawdy.

Ale jak ze wszystkim w naturze, w pewnym momencie musi nastąpić przesilenie, które zacznie odwracać ten proces. A potem znowu… I znowu… Historia, ze względu na swą ciągłość, nie lubi o tyle się powtarzać, co płynąć rytmem sinusoidy. Od ufności do nieufności, w tym przypadku.

Kto z nas podważa dzisiaj wiarygodność podawanych nam informacji? Nieliczny ułamek społeczeństwa. Reszta, lubi w poczuciu wyższości (wiadomo, w grupie raźniej, w mnogości siła) wyszydzać tych, którzy nie są tak ufni, i chcą myśleć samodzielnie. Wiadomo, nie każdemu takie myślenie wychodzi, ale każda próba czegoś nas uczy. Niektórzy, co słabsi psychicznie, po jakimś czasie dają sobie spokój, opatrując w medialnej papce spokoju ducha. Inni, zamieniają się w tych, o których mówi się, że są oszołomami. W najlepszym przypadku, ich poglądy określa się jako “kontrowersyjne”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza “debilne”.

Jednak, czy możemy skazywać na izolację społeczną tych, którzy nie zgadzają się z ogółem? Historia wiele razy udowodniła, że to, co w jednej chwili było uważane za prawdę, po kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu latach było godną politowania mistyfikacją, mającą na celu krycie czyichś interesów (przykładem może być demonizowana inkwizycja, zbrodnia katyńska, przyczyny wojny w Wietnamie, czy Iraku, ataku UN na Serbię, a nawet absurdy tak daleko posunięte jak w sławetnym Iranie, gdzie do dziś negują Holocaust) . Nie zmienia to jednak faktu, że w owych czasach ludzie znający prawdę, byli uważani za oszołomów i robiono wszystko, by utrudnić im życie.

Niezmiennie, dziś wciąż dzieje się to samo – nie trzeba zagłębiać się w wielkie teorie spiskowe, aby móc stwierdzić, że media kłamią. Tylko co to znaczy? Że istnieje jakaś loża zakapturzonych postaci, które sterują światem (kto wie, może istnieje…)? Czy może przyczyny posądzania media o kłamstwo są inne?

Jedną prawdę przemilczy się, bo jest ona niekorzystna dla ludzi związanych z danym medium, inne fakty zostaną wyolbrzymione, tak by stworzyć iluzję, która pozwoli wypracować jakieś konkretne, popularne wśród odbiorców, zdanie w danej dziedzinie. Gdzie indziej pewne tematy będą poruszane, inne marginalizowane. Jakiś dziennikarz, zmęczony 12-godzinną pracą dzień w dzień przeoczy, lub pominie fakt, który może mieć istotny wpływ na obraz sytuacji, byleby tylko zdążyć odebrać dziecko z przedszkola… Inny lekko nagnie materiał do własnych poglądów.

Przyczyny mogą być rożne, mniej lub bardziej ludzkie, mniej lub bardziej interesowne.

Ale tak rodzą się przekłamania, które mogą mieć dramatyczne skutki.

Ile dzisiaj kontrowersji wokół ataków na WTC? Ile niewyjaśnionych zjawisk, faktów tak logicznych, jak to, że słońce wstaje rano, a tak niepopularnych, bo odmiennych od podanej raz, parę lat temu wersji, do której społeczeństwo zdążyło się przyzwyczaić.

Ile jest takich tematów, których obraz na dzień dzisiejszy wydaje sie ukształtowany, a za lat 20. może być zupełnie inny?

Cala nadzieja w tych, którzy zanim uwierzą na słowo, pomyślą.

Myślenie jest trudne, bo jesteśmy przyzwyczajani do lenistwa umysłowego. Łatwiej obejrzeć w TV program rozrywkowy, telenowelę, film, niż cykl dokumentalny, czy publicystykę (jeżeli już w ogóle musimy coś w TV oglądać). Lubimy, kiedy odpowiedzi podane są na talerzu, a najlepiej, kiedy pytania nie są zadawane wcale. Nie musimy wtedy takich odpowiedzi szukać, ale rzadko kiedy zastanawiamy się, kto nam ten talerz podaje i dlaczego. I co najważniejsze, jaki może mieć w tym interes. Messenger is the message – stara dziennikarska prawda.

Dlatego warto czasem wytężyć główkę i postarać się zrozumieć świat, który nas otacza. Bo może okazać się, że wbrew wielu, to my mamy racje.

A wtedy spiskowa teoria przekuta zostanie spiskową historię.

Dodaj komentarz