Siedem dni w tygodniu, siedem zagadek do rozwiązania. Jeżeli masz szczęście (pecha?), trafi ci się jakaś filozoficzna. Ludzie zdychali ze starości, próbując rozgryźć niektóre z nich…
Drzwi do banku otwiera mi niski, nieafrykańsko wyglądający murzyn…
- Jaksiemasz? – zapytał.
Odpowiedziałem szczerym śmiechem i łamanym portugalskim…
-Comeestavas?
A potem standardowa wymiana informacji pomiędzy widującymi się doraźnie obcokrajowcami.
Przy pierwszej okazji wymienia się imiona i pochodzenie (forma współczesnej segregacji klasowej). Jeżeli nie ma dalszych zastrzeżeń (nie Rosjanin, Anglik, czy Niemiec…), wymieniamy informacje dotyczące zatrudnienia. Co, jak, jak długo, dlaczego, po co?
Na drugim widzeniu wymiana bardziej osobistych informacji. Ile to ciekawostek można wyciągnąć z ludzi, kiedy okarze się im odrobinę serdeczności… ;]
Niestety, czasami lepiej nie pytać.
Cel? Nauka angielskiego. Zamierza wracać? Tak. Tęskni za Brazylią? Raczej tęskni, ale był 1,5 miesiąca temu, więc nie jest tak źle. Jak było? Nieźle, ale umarła mu matka. Miał szczęście.
Coś tu nie pasuje do szablonu? ;]
Mnie też nie pasowało. Kilka dalszych pytań i odpowiedzi zdefiniowało moją zagadkę dnia. Tym razem, zdecydowanie filozoficzną.
Zadanie na dziś: “Zdefiniuj szczęście”.
Umarła mu matka. Miała 54 lata. Zawał. Umarła w trakcie modlitwy. Znalazł ją na klęczkach, ze złożonymi w modlitwie rękami, opartą o łóżko. Była jeszcze ciepła…
Miał szczęście.
Tak twierdził…
Gdyby umarła podczas jego pobytu w Irlandii, pogrzebano by ją bez niego. Sama podróż, to minimum dwa dni.
No i zdefiniuj szczęście Frustracie.
Ach! Ale los jest łaskawy, nie pozwoli mi borykać się z tym pytaniem, bez dodatkowych podpowiedzi…
Wyjazd z innego parkingu bankowego. Zbytnia pewność siebie za kierownicą, gówniana widoczność, dobry humor po krótkiej rozmowie z kolegą z pracy. Kolega (Irlandczyk!) ma jechać za mną (Polakiem…) do innej świątyni oszczędności i kredytów. Sam nie wie jak trafić.
Wyjazd z nietypowego parkingu skończył się namiętnym pocałunkiem dwóch Volkswagenów. Z tym, że to nie mój całował, ale pocałunek sprowokował. Słaby układ… ;]
Blondwłosa przerażona Irlandka wjechała czołowo w bok mojego starego, wiernego towarzysza podróży. Potem wielka panika – bała się otworzyć drzwi… A przecież tak miło się uśmiechałem… ;]
Ech, ale to by się zgadzało… W końcu Brazylijczyk mówił coś o tym, jakoby rzekomo na zdjęciu ze swojego identyfikatora wyglądam jak morderca psychopata. Wtedy tylko się zaśmiałem…
Widząc jej rękę sięgającą po telefon, wybijającą trzy, wielce niepożądane cyferki, i przysłuchując się krótkiej rozmowie z policją, chęć do śmiechu i wygłupiania się (nie wiem skąd mi się to bierze w takich sytuacjach!) powoli mi przechodziła.
Moja sytuacja była na tyle skomplikowana, że posiadane przeze mnie auto, w świetle irlandzkiego prawa podatkowego, było w tym kraju nielegalnie. W takiej sytuacji jakikolwiek kontakt, z wyrozumiałą na ogół Gardą, skończyłby się konfiskatą auta… Niewesoło, szczególnie, że jest ono dla mnie niezastąpionym narzędziem pracy.
Ale jak wiadomo, psychopatyczni mordercy to psychopatyczni mordercy… Chłodne analityczne myślenie nie zawodzi u nich pod wpływem byle stresu.
Po paru minutach odjeżdżałem z miejsca zdarzenia, ponaglany przez blondynkę. Nagle zaczęło jej zależeć, żeby Garda jednak nie dojechała na miejsce, dopóki oboje się nie ulotnimy. Mój portfel poczuje pewnie niedługo cenę tego wspólnego zrozumienia. Odjeżdżałem z uśmiechem na ustach. Znowu miałem szczęście.
Zdefiniuj szczęście Frustracie.
Za mało wskazówek?
Kochany los, nigdy nie zostawia mnie w potrzebie samemu sobie.
Do eks-miłości mojego życia przyjechała dzisiaj rodzina. Nie mogą się sobą nacieszyć – nie widują się często w prawie pełnym składzie. Ona+ siostra młodsza + siostra starsza + brat młodszy (ale nie najmłodszy ;] ). Familijna feta. Siostra młodsza już z nami mieszkała. Teraz, kosztem jedynego oprócz mnie mężczyzny w tym domu, Mariusza, zamieszka z nami i siostra starsza, która lekko zrażona Polską postanowiła pójść w ślady sióstr emigrantek.
Ja plus trzy siostry… Nawet nie zauważyłem, kiedy uknuto przeciwko mnie tą genialną strategię! ;] W dodatku pozbywając się jedynego mojego poplecznika. Czapki z głów! Izrael wie co robi, powołując kobiety do wojska.
Ale dziewczyny są szczęśliwe, bo znowu są razem.
A ja…? Cóż mi pozostaje…
Definiuję szczęście…
;]

