Czym się rożni dobre wino od wina niedobrego. Wino niedobre jest niedobre. Oba działają tak samo…
Reprezentant Polski. Człowiek z kompleksami, którego nauczono, że świat jest lepszy od niego…
Nawet nie pytam czemu, wszyscy wiemy. Po co mówić o rzeczach oczywistych…
Zamknięty w czterech ścianach swojego własnego lenistwa. Ograniczony brakiem rozpędu. Czasem jesteś na fali – napieprzasz wszystko jak leci, z szerokim uśmiechem na ustach. Potem fala mija i zanim nadejdzie kolejna pozostaje ci czekać…
Albo poszukać innej. Kwestia charakteru i nastroju.
Gadanie, prawda? ;]
Na inaugurację bloga dorwałem się do butelki dobrego wina “z łaski”. Z łaski innych… Przyjaciółka pracuje u dosyć majętnych ludzi, czasem rzucą jakiś gratis dla Polaków… Oni nie chcą, bo maja kaprys – my przecież weźmiemy wszystko…
I co? Mam to gdzieś… wino to wino.
Kryzys wieku średniego w wieku niecałych 24 lat… Hahaha…
A może to wcale nie jest śmieszne?
Życie zasuwa bezlitośnie.
Ale czasy się zmieniają – kiedyś w tym wieku startowało się do rodziny. Teraz pieniądze wywróciły świat do góry nogami.
Rodzina? Haha… A co z “karierą”? Czemu zawsze trzeba wybierać pomiędzy tymi ważnymi, dobrymi, mądrymi rzeczami, które dają poczucie własnej wartości, a papierowym gówienkiem z cyferkami na wierzchu? Cyferkami będącymi obietnicami…
Możesz się wybudować, możesz zwiedzić świat, możesz mieć tabuny głupich lasek, szacunek frajerów, wywoływać zazdrość innych…
Gówno możesz mieć. Możesz zasuwać w małym boksie na comiesięczna wypłatę, która zawsze będzie za niska…
Hahaha…
Cholera, bycie z Europy wschodniej (na potrzeby Polaków wymyślono określenie “Europa środkowo-Wschodnia” – zawsze nijako, na pograniczu…) jest takie przewidywalne. Ucz się ucz synku… Znajdź sobie piękną i bogatą dziewczynę… Bądź tematem rozmów…
Kup samochód, którego będą ci zazdrościć. Kup dom. Ubieraj sie w szmatki ze znaczkami nic nieznaczących firm, które za cenę twojego rozwoju zapewnia ci “LUKSUS”. Luksus bycia podziwianym przez pożytecznych idiotów.
Obserwuj, jak twoi starsi znajomi, koledzy, przyjaciele, otwierają oczy. A może z czasem otwierają oczy tobie…
Ludzie utalentowani, mądrzy, inteligentni, charyzmatyczni…
Gubią się, zapadają w sobie…
Mogą tak wiele, ale tak wiele działa przeciwko nim…
I niszczą się… Przestają już patrzeć w ten sposób, który sprawia, że jako szczyl poznający świat rzuciłbyś się za nimi w ogień.
A teraz sprobuj tego uniknąć…
Myślisz jeszcze, że kariera jest ważna? A może myślisz, ze studia są ważne. Że oceny są ważne?
Hah!
Pamiętam swoje studia. Oceny, które powinny były mnie budować, zachęcać, sprawiały mi chwilowa przyjemność, która kończyła sie gigantycznym kacem charakteru. Czy cieszy BDB, które zdobyło sie tylko dlatego, że 100. ze 120. osób na roku to debile, na tle których nie trudno wypaść dobrze?
Ile można słuchać o tym jak ktoś sie “zajebał”, jak nic nie umie, jak ktośtam zrobił cośtam… Błagam o litość!
Banda debili, którzy wyrwali sie rodzicom spod skrzydełek i zaczęli odkrywać świat, który powinni odkrywać na spokojnie przez kilkanaście poprzednich lat.
A ty to obserwuj i podzielaj ich spóźniony entuzjazm.
Zresztą, sam też jestem nie mniej żałosny niż oni. I w dodatku przepełniony goryczą!
Wyjechałem na Zieloną Wysepkę w poszukiwaniu wygody. Wygody!
Jak dziadek na emeryturze…
Bo chce mieć własny dom, bez kredytu, który skazuje moje życie, nie ważne jakie ono by było, na następnych kilkadziesiąt lat niewolnictwa…
Ale z kolei… Co ja bym robił w Polsce?
Zaharowywał się w jakiejś marnej redakcji za grosze, probując wygryźć tych starych i już ustawionych, ale wypalonych i zmanierowanych… Zarabiając marne grosze…
Ile zarabia młody dziennikarz w prestiżowej redakcji?
Praca 7 dni w tygodniu – średnio 8-10 godzin dziennie…
Gazeta – 1200 zł na rękę. Przy dobrych wiatrach i dużym samozaparciu.
Radio – 800-1200 zł.
TV – 1200-2000 zł w publicznej, ale praca 12 godzin dziennie…
I tryskaj pomysłami każdego dnia, aż pewnego popołudnia karetka odwiezie cię do kostnicy…
Ostatnio dowiedziałem się, że umarł chłopak pracujący dla RMF-u. Miałem okazję go poznać przy okazji jakiegoś szkolenia, które prowadził. Kiedyś nawet przepytałem go przy okazji jakiejś sondy, nie kojarząc jeszcze wtedy jego twarzy.
Umarł parę dni temu.
Miał 28., czy 29. lat.
Rak płuc.
Nie palił.
Dowiedział się w grudniu, w styczniu już nie żył.
Miał na imię Daniel, pochodził z małego miasta, robił karierę i był dobry w tym, co robił…
Co z tego…
Jakiś lekarz go nie słuchal, musiał umrzeć…
Bywa, nie żebym się jakoś specjalnie przejął… Na mnie też przyjdzie czas. Ale naprawdę szkoda mi chłopaka.
Jednak za dużo jest problemów na świecie, żeby wszystkim się przejmować i brać to na poważnie, do siebie…
Po co? Każdy ma własne problemy. Czytasz to i pewnie myślisz “co on plecie?!”. Hah! Masz rację! Patrz na świat swoimi oczami. Jest łatwiej.
No tak, ale to tylko życie zawodowe, pogoń za banknotami…
A co z resztą?
Po pracy trzeba mieć co ze sobą zrobić, czym zapełnić brzuch, czym zając głowę, z kim zaspokoić swoje potrzeby [śmiech, rozmowa, bliskość, lojalność, seks... ].
I tu sie zaczynają schodki…
Bo tak naprawdę to jak się utrzymasz, to mały pikuś. Mam sto milionów pomysłów na życie, nie jeden z nich utrzymałby mnie i moich bliskich…
Tylko ile z nich pozwoli mi być sobą? Nie jakąś świnią z brzuszkiem i łysinką, wciśniętym w garnitur (przyznaję, kiedyś chciałem być jednym z nich, imponowali mi…), zasuwającym cały dzień w swoim ślicznym wystylizowanym biurze, wracającym do swojej wystylizowanej zony, wystylizowanych i rozpieszczonych dzieci, swoim stylowym samochodem…
A chłopaki spod bloku i tak będą mieli go w dupie.
Bo kiedy on będzie miał kłopoty, będzie taki sam jak wszyscy. Albo nawet bardziej żałosny.
I co pozostaje? Szukać, próbować…
Ale coś trzeba żreć, gdzieś mieszkać…
A w TV będą cię ciągle karmili głupotami, które spłacają ich kredyty, na ulicy zawsze zdenerwuje cię jakiś kretyn, ty zdenerwujesz innego kretyna, będąc kretynem samemu…
A potem wracasz do domu, chwytając się wszystkiego, co pozwala ci zapomnieć na chwilę, o całym wysiłku, który musisz włożyć w swoje życie, żeby je ułożyć. Oczywiście bez żadnych gwarancji…
Coś więcej? Teraz kiedy się wyżaliłem i wycharczałem na klawiaturę całą swoją żółć…?
Tak. Mam to wszystko gdzieś. Zawsze sobie poradzę… Żadna nowość.
:)
środa, 30. styczeń 2008. @ 17:02
A po takiej wypowiedzi to tylko pierdolnąć sobie z rewolweru w łeb przy dźwiękach “Ostatnia Niedziela” Mietka Fogga…
swoją drogą to najłatwiej ponarzekać na wszystko. A co z jakąś konstruktywną krytyką rzeczywistości?
piątek, 1. luty 2008. @ 0:34
Moj blog, moj rewolwer ;]
Mozesz wyciagnac z tego tekstu wnioski. Nie badz leniem – to ma cie zachecic do wlasnych przemyslen. To jest ten element konstruktywny.
czwartek, 14. luty 2008. @ 22:19
Kolega pisac zaczal… wiesz przypomnialem sobie nasza ostatnia rozmowe, na temat byc, nie byc tu, wyjechac zostac, zaciagnac, zarobic, odlozyc, przelozyc,zdecydowac,oszczedzic,zajsc, wyjsc,zamieszkac wrocic…
Narzekanie, nasz sport narodowy, OK kazdy ma swoje prawo, taka prywatna sciezke, stream na puszczenie swojego estetycznego pawia na wszystko, przy okazji ohaftowania sobie mankietow. Nieszkodzi, nieszkodzi jak zdobyczne wino, jak fajek na polowe, jak czarna kuleczka o ostrym smaku. Niech narzekaja, niech krzycza, krzycz, wrzeszcz, az tchu zabraknie, a moze ktos uslyszy… moze pomoze? Ale nie… po co ma pomagac, sam sobie dajesz rade, ‘zawsze sobie poradze’ mowisz… to gdzie srodek tego koleczka?
(…)
czwartek, 14. luty 2008. @ 22:33
Ja jestem w srodku :) I w tym rzecz, wlasnie…
Ty masz wlasne kolko, ktos inny swoje…
Wazne zeby takie bledne kolo stanowilo dla nas wlasciwa orbite i w tym wlasnie problem, ze kazdy musi znalezc wlasna…
Swiat sie kreci wokol nas wlasnie, ale jaki jest ten krecacy sie wokol nas swiat, to juz my powinnismy decydowac!
czwartek, 14. luty 2008. @ 22:55
ja swoja znalazlem, teraz jeno sztuka, zebym sobie kolan i lokci nie podrapal.
piątek, 15. luty 2008. @ 1:25
Od kleczenia przed zwierzchnikami i rozpychania sie lokciami wsrod reszty? ;]
piątek, 22. luty 2008. @ 11:28
A ja się rozpycham w Polsce i z reguły mam najwięcej miejsca. I uklęknę jak trzeba, bo dzięki temu jestem coraz wyżej. I dobrze mi z tym. I nie narzekam. I mam życie, i mam pracę, i pieniądze też miewam.
A Ty, Frustracie, się buntujesz. To nie kryzys wieku średniego. Oj, nie.
piątek, 22. luty 2008. @ 16:22
Nowa diagnoza? ;]
piątek, 22. luty 2008. @ 16:26
Diagnoza, recepta i poszedł do mamy!